W swojej nowej encyklice „Magnifica humanitas” Ojciec Święty stwierdził zgodnie z prawdą, że przez długie dekady to właśnie broń atomowa zabezpieczała świat przed nowym globalnym konfliktem.
„W przeszłości uznanie zagrożenia ze strony broni zdolnej zniszczyć całą ludzkość sprzyjało procesom odprężenia i negocjacjom na rzecz rozbrojenia” – napisał papież.
Tak właśnie było: wielkie mocarstwa traktowały się wzajemnie z najwyższą ostrożnością, świadome, że przeciwnik dysponuje możliwością ich zniszczenia. W politologii ukuto nawet termin „mutual assured destruction” (MAD), czyli „wzajemne gwarantowane zniszczenie”.
Leon XIV dostrzegł zarazem, że dziś ta perspektywa wydaje się nie być dla aktorów politycznych równie przekonująca. Innymi słowy, niejako zapomniano o zagrożeniu wynikającym z MAD. Według papieża stało się to przede wszystkim za sprawą koncepcji „taktycznego” użycia broni atomowej. Takich gróźb używa przede wszystkim Federacja Rosyjska, która od 2022 roku nieustannie sugeruje możliwość zaatakowania Ukrainy relatywnie niewielkim ładunkiem nuklearnym, tak, by zademonstrować własne zdolności, ale zarazem nie doprowadzić do zniszczeń porównywalnych z tymi, które Amerykanie wyrządzili w Japonii w 1945 roku. Część politologów uznała, że „taktycznym” użyciem broni nuklearnej groził też Iranowi prezydent USA Donald Trump, kiedy w 2026 roku pisał o zniszczeniu „całej cywilizacji”.
Do tej pory trudno się z Leonem XIV nie zgodzić – jest właśnie tak, jak pisze. Następnie Ojciec Święty stwierdza jednak:
„W ten sposób upowszechniło się błędne przekonanie, że odstraszanie nuklearne jest niezbędnym warunkiem bezpieczeństwa, co w rezultacie napędza nowy i trudny do kontrolowania wyścig zbrojeń, któremu towarzyszy stopniowe demontowanie porozumień o redukcji broni jądrowej oraz rozwój «zminiaturyzowanych» pocisków, przez co łatwiej jest uznać ich użycie za realną opcję”.
Zastanawiające jest użycie określenia „błędne przekonanie”. Czy wiemy na pewno, że przekonanie o broni nuklearnej jako jedynym realnym gwarancie bezpieczeństwa jest „błędne”? Federacja Rosyjska napadła w ostatnich latach na kraje, które nie posiadały broni atomowej. Również Stany Zjednoczone dokonywały inwazji albo nalotów na kraje, które takiej broni nie mają. Państwa, które posiadają broń nuklearną, nie były nigdy przedmiotem pełnoskalowej inwazji. Jedynym przykładem jest wojna Jom Kippur w 1973 roku, kiedy Egipt i Syria zaatakowały Izrael, choć uważano, że Izrael dysponuje bronią atomową. Wojna była jednak ograniczona terytorialnie i nie stanowiła egzystencjalnego zagrożenia dla Izraela; co więcej dotyczyła terenów zajętych przez Izrael zaledwie kilka lat wcześniej. W sumie historia zdaje się pokazywać, że jest dokładnie odwrotnie, niż napisał Leon XIV: przekonanie, że odstraszanie nuklearne jest niezbędnym warunkiem bezpieczeństwa, może być słuszne.
Jest zrozumiałe, że Ojciec Święty krytycznie ocenia perspektywę nuklearyzacji kolejnych państw. To stanowiłoby dość oczywiste zagrożenie dla stabilności międzynarodowej. Z drugiej jednak strony dość łatwo wyjaśnić, dlaczego takie kraje jak Polska myślą o broni atomowej. Nikt nie chce podzielić losu Ukrainy.
Dyskusja jest, oczywiście, dość teoretyczna, bo perspektywa pozyskania przez Polskę broni atomowej wygląda na wyjątkowo oddaloną. Niemniej jednak w toczącej się na ten temat dyskusji warto uwzględnić głos Watykanu. Z drugiej strony warto zapytać, czy papież nie wydaje na te złożone tematy nieco pochopnych osądów, kierując się raczej strategiczną wizją rozbrojenia nuklearnego, a nie konkretnym bezpieczeństwem wielu zagrożonych narodów.
