Punktem zapalnym stały się ostatnie decyzje władz Ukrainy dotyczące polityki historycznej. Chodzi m.in. o inicjatywy związane z upamiętnianiem działaczy ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego oraz nadanie jednej z jednostek wojskowych nazwy odwołującej się do UPA. W Polsce wywołało to falę krytyki zarówno ze strony polityków, jak i części opinii publicznej.

Zdaniem Agnieszki Romaszewskiej sytuacja wymknęła się spod kontroli. „Lawina poszła... Polsko-ukraińska lawina wzajemnych oskarżeń i wrogości” – napisała. Jej zdaniem działania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego mogą być związane z próbą pozyskania bardziej nacjonalistycznego elektoratu na zachodzie kraju.

Jednocześnie publicystka podkreśla, że problem nie dotyczy wyłącznie strony ukraińskiej. „W Polsce grunt pod wielką awanturę był już od dawna przygotowany. Przygotowywało go podgrzewanie antyukraińskich nastrojów i hołubienie haseł radykalnych, nacjonalistycznych ugrupowań przez polskich polityków różnych opcji oraz systematyczne oddziaływanie doskonale sobie radzącej w Polsce rosyjskiej ofensywy propagandowej” – oceniła.

Romaszewska zwraca uwagę, że konsekwencją obecnego konfliktu może być osłabienie współpracy dwóch państw, które łączy nie tylko granica, lecz także wspólne interesy strategiczne. „Oddalamy się w szybkim tempie od realnej i ubranej w konkretne fakty i działania prawdziwej kooperacji dwóch dużych państw Europy Środkowo-Wschodniej, które mają wspólną granicę, wspólną historię sięgającą znacznie dalej niż wieku XX i wspólnego wroga” – podkreśliła.

Szczególnie mocno wybrzmiewa jej ocena obecnej klasy politycznej. „Widać jak racja stanu obu państw łatwo płonie na stosie wewnętrznych, krótkookresowych interesów politycznych i bardziej lub mniej udanego schlebiania wyborcom” – stwierdziła.

Publicystka krytycznie odniosła się również do sposobu prowadzenia debaty historycznej. Z jednej strony przypomniała o odpowiedzialności OUN i UPA za zbrodnię wołyńską, z drugiej zaś przestrzegła przed próbami budowania współczesnej polityki wyłącznie na wzajemnych oskarżeniach. „A najdziwniejsze jest w tym wszystkim to, że gdyby państwo ukraińskie budowała OUN-B wraz z UPA, to prezydent Zełenski nigdy by nie został prezydentem Ukrainy” – napisała, nawiązując do żydowskich korzeni rodziny ukraińskiego przywódcy.