Jeszcze bardziej wymowne są dane dotyczące rynku paliw. Reuters podawał, że zaatakowane rafinerie odpowiadają za ponad 30 proc. rosyjskiej produkcji benzyny oraz około 25 proc. produkcji oleju napędowego. W praktyce oznacza to, że ukraińskie uderzenia dotknęły jednych z najważniejszych producentów paliw w Federacji Rosyjskiej.

Wśród obiektów, które zostały uszkodzone lub czasowo zatrzymały pracę, znalazły się rafinerie w Riazaniu, Permie, Tuapse, Syzraniu, Jarosławiu, Wołgogradzie oraz Kiriszach. Część zakładów była atakowana wielokrotnie. Reuters informował, że niektóre instalacje po kolejnych uderzeniach musiały całkowicie wstrzymać produkcję lub ograniczyć ją nawet o kilkadziesiąt procent.

Rosja odczuwa skutki tych działań nie tylko w sektorze przemysłowym. W odpowiedzi na problemy z produkcją paliw Moskwa zdecydowała się ograniczyć eksport benzyny. Według danych rosyjskich władz produkcja benzyny spadła do około 4,7 mln ton miesięcznie, co jest jednym z najniższych poziomów od wielu lat.

Eksperci cytowani przez Reutersa zwracają uwagę, że celem Ukrainy nie jest wyłącznie niszczenie pojedynczych obiektów. Chodzi o systematyczne osłabianie źródeł finansowania wojny. Dochody z ropy i paliw odpowiadają za znaczną część wpływów rosyjskiego budżetu, dlatego każde ograniczenie produkcji przekłada się na presję ekonomiczną wobec Kremla.

Coraz większe znaczenie ma również aspekt psychologiczny. Jeszcze kilka lat temu większość rosyjskich rafinerii znajdujących się setki kilometrów od granicy była uznawana za praktycznie bezpieczną. Dziś ukraińskie drony regularnie docierają do celów oddalonych nawet o ponad 1000–1500 kilometrów, zmuszając Rosję do kosztownego rozpraszania systemów obrony przeciwlotniczej.

„Prawie wszystkie główne rafinerie centralnej Rosji zostały zmuszone do zatrzymania lub ograniczenia produkcji” – podawał Reuters, opisując skutki jednej z największych fal ukraińskich uderzeń na infrastrukturę paliwową.