W swoim wpisie na Facebooku Adamski zwraca uwagę, że „wielu ukraińskich dyplomatów, urzędników, ale także ekspertów z sektora NGO czyni ogromne wysiłki, aby przekonywać Polskę i inne kraje europejskie do wspierania wysiłków wojennych Ukrainy i planów integracji europejskiej”. Zauważa, że ludzie ci doskonale rozumieją „kontrowersje, które wzbudza UPA w Polsce, czy wynoszenie na piedestał ludzi, którzy mieli za sobą epizody kolaboracji z III Rzeszą, w Izraelu czy wielu innych krajach Europy”.

- „Jest mi ich żal, bo teraz muszą patrzeć, jak wysiłki te niszczy prezydent ich własnego państwa. Niszczy swoimi decyzjami, wynikającymi czy to z kompletnej niefrasobliwości, czy – raczej – z krótkowzrocznego politycznego wyrachowania i chęci odwrócenia uwagi ukraińskiej opinii publicznej od oskarżeń o tolerowanie korupcji w swoim otoczeniu”

- pisze historyk.

Podkreśla, że Zełenski i jego poprzednicy „będą odpowiedzialni za skutki bagatelizowania odczuć sąsiadów w tak bolesnej i delikatnej sprawie”.

- „I za dodawanie amunicji polskim ukrainosceptykom oraz rosyjskiej propagandzie, która dzięki tym karygodnym działaniom będzie mogła pewnie, niestety, efektywniej przekonywać część polskiej, ale i międzynarodowej opinii publicznej do bardzo szkodliwych tez, że Ukrainę trzeba pozostawić własnemu losowi, a Europa powinna pozostawać obojętna wobec rosyjsko-ukraińskiej wojny, o integracji europejskiej nie wspominając”

- dodaje.

Zwraca też uwagę, że skandaliczne działania Zełenskiego szkodzą również przebywającym w Polsce imigrantom i uchodźcom z Ukrainy, ponieważ „część rodzimych nacjonalistów będzie teraz obciążać odpowiedzialnością tych Bogu ducha winnych ludzi, szukających u nas schronienia przed rosyjskimi bombami, za ludobójczą czystkę etniczną dokonaną przez UPA”.