Jak donoszą media, sposób, w jaki premier rozegrał negocjacje i późniejszą komunikację wokół umowy z Wielką Brytanią, budzi fundamentalne wątpliwości co do intencji rządu. To nie była dojrzała dyplomacja – to była pokątna polityka podporządkowana wyłącznie bieżącemu marketingowi politycznemu.

Przez całe lata w polskiej polityce obowiązywała jedna, nienaruszalna zasada: kwestie obronności i strategicznych sojuszy międzynarodowych stoją ponad bieżącym sporem partyjnym. W obliczu dynamicznych zagrożeń geopolitycznych AD 2026, zasada ta powinna być chroniona ze szczególną pieczołowitością. Tymczasem Donald Tusk zdecydował się użyć traktatu z Londynem jako politycznej maczugi do uderzenia w prezydenta Karola Nawrockiego.

Prowadzenie tak ważnych negocjacji w całkowitej tajemnicy przed głową państwa to jawne igranie z bezpieczeństwem kraju. Monolit, jaki Polska powinna prezentować na arenie międzynarodowej, został złożony na ołtarzu partyjnego PR-u. Trudno nie odnieść wrażenia, że dla premiera ważniejsze od realnego wzmocnienia flanki wschodniej było wywołanie kolejnego, medialnego spięcia na krajowym podwórku.

Ignorowanie Kancelarii Prezydenta w procesie przygotowywania umowy militarnej to coś więcej niż tylko brak politycznej kultury i złamanie dobrych obyczajów. To bezpośredni zamach na konstytucyjne prerogatywy głowy państwa. Przypomnijmy: Prezydent RP jest z mocy ustawy zasadniczej Najwyższym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych.

Sytuacja, w której prezydent o strategicznych zobowiązaniach obronnych własnego narodu musi dowiadywać się nieoficjalnymi kanałami, „dzięki uprzejmości” jednego z wiceministrów, jest dla powagi państwa po prostu kompromitująca. Świadczy to o głębokim kryzysie procedur wewnątrz administracji rządowej oraz o intencjonalnym bojkocie instytucji Prezydenta RP przez premiera. Rząd Donalda Tuska po raz kolejny pokazał, że traktuje państwo jak prywatny folwark, w którym prawo do informacji mają tylko „swoi”.

Głos w tej sprawie, w imieniu Pałacu Prezydenckiego, zabrał rzecznik głowy państwa Rafał Leśkiewicz. Na antenie RMF FM wprost wytknął rządowi hipokryzję:

„Rząd nie przekazał głowie państwa treści traktatu między Polską a Wielką Brytanią, mimo częstych zapewnień premiera Donalda Tuska o potrzebie mówienia przez władze jednym głosem w sprawach bezpieczeństwa.”

Sytuacja, w której Kancelaria Prezydenta zostaje postawiona pod ścianą, zmusza ministrów głowy państwa do publicznego upominania rządu o przestrzeganie fundamentalnych ram prawnych.

„Prezydent Karol Nawrocki nie otrzymał treści uzgodnionej umowy. Otrzymaliśmy bardzo ogólną informację na temat tego, co jest przedmiotem negocjacji pomiędzy polskim rządem a [rządem] Wielkiej Brytanii” – ujawnił minister Leśkiewicz, przypominając jednocześnie o zapisach ustawy zasadniczej: „Polska konstytucja w artykule 133 stanowi wyraźnie, że rząd i Prezydent współpracują ze sobą w zakresie polityki zagranicznej. To jest element polityki zagranicznej”.

Styl, w jakim Tusk skomentował sprawę dzień po podpisaniu traktatu, idealnie demaskuje intencje tej pokątnej operacji. Zadajmy proste pytanie: dlaczego premier, zamiast przesłać dokument do Pałacu Prezydenckiego, wolał za pośrednictwem kamer TVN24 rzucić oskarżenie, że ewentualny brak podpisu prezydenta pod ratyfikacją byłby „niebezpieczny i niemądry”?

To podręcznikowy przykład manipulacji narracyjnej i gry faktami dokonanymi. Scenariusz rządu był prosty: najpierw odciąć prezydenta od informacji i postawić go przed faktem dokonanym, a gdy ten zgłosi uzasadnione pretensje co do trybu procedowania, natychmiast oskarżyć go o „blokowanie bezpieczeństwa Polski”. To cyniczna pułapka wizerunkowa. Premier stworzył kryzys tylko po to, by móc potem palcem wskazać rzekomego winnego.

W polityce zagranicznej i obronnej kluczowy jest konsensus. Sukcesem dyplomatycznym Polski powinno być wspólne, ponadpartyjne ogłoszenie zacieśnienia współpracy z Wielką Brytanią przez premiera i prezydenta. Zamiast tego wybrano drogę konfrontacji.

Przedkładanie partyjnych zysków nad powagę najważniejszych urzędów w państwie osłabia naszą wiarygodność w oczach sojuszników z NATO. Gabinet Donalda Tuska pokazał, że potrafi sprawnie zarządzać konfliktami i zastawiać medialne sidła na opozycję. Szkoda tylko, że w tym całym politycznym teatrze całkowicie zapomniano o odpowiedzialności za państwo i szacunku dla jego konstytucyjnych struktur. Bezpieczeństwo Polski zasługuje na poważnych liderów, a nie na politycznych strategów od wizerunkowych pułapek.