W momencie rozpadu Związku Radzieckiego i powstania niepodległego państwa ukraińskiego, Ukrainę zamieszkiwały 52 mln osób. W okresie ZSRR Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka była jedną z najbogatszych i najbardziej uprzemysłowionych republik. Stąd nie dziwi fakt, że tereny dzisiejszej Ukrainy były gęsto zasiedlone.
Już sama liczba 52 milionów predestynowała ten kraj do szybkiego rozwoju gospodarczego i osiągnięcia silnej pozycji w Europie. Ukraińców jednak demokracja oraz sama idea własnego państwa ewidentnie przerosła.
Podczas, gdy w Polsce po upadku PRL nastąpił niespotykany w skali światowej boom gospodarczy, który poskutkował nieprzerwanym do dziś rozwojem gospodarczym, na Ukrainie nastąpił proces dokładnie odwrotny.
W rezultacie zaś, ten niesamowicie bogaty w surowce i najżyźniejsze na ziemi gleby kraj pogrążył się w biedzie. Nawiasem mówiąc, ukraińskie pensje plasowały się bardziej na poziomie Afryki niż Europy.
I tak, z szczytowych 52,2 milionów mieszkańców w 1993 roku, liczba ta spadła do 46 milionów w roku 2010, by w przeddzień wybuchu wojny osiągnąć poziom 41,4 milionów. Po lutym 2022 roku zaś liczba osób zamieszkujących Ukrainę zaczęła się kurczyć w zatrważającym tempie.
Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji Ukrainę opuściło około 6 milionów ludzi, z czego około 1 miliona przebywa dziś w Polsce. Ukraina zaś, choć na polu bitwy radzi sobie dzielnie, gospodarczo wisi niemal wyłącznie na pomocy międzynarodowej, bez której wkrótce w kraju tym nie byłoby pieniędzy na dostarczenie obywatelom najbardziej podstawowych usług.
Nie ulega także wątpliwości, że podstawą jakiegokolwiek myślenia o odbudowie Ukrainy są mieszkający w niej ludzie, gotowi do pracy w celu budowy PKB tego kraju.
Czy Ukraina – która jeszcze przed wybuchem wojny była kiepskim miejscem do życia – ma obecnie jakiekolwiek szanse zachęcić swoich obywateli mieszkających w Polsce i na całym świecie do powrotu? Odpowiedź na to pytanie jest przecząca.
Czy w głowie Zełenskiego i ukraińskiego kierownictwa nie narodził się zatem inny plan? Może – zamiast uderzać w tony patriotyczne – znacznie prościej z perspektywy Zełenskiego będzie maksymalnie zantagonizować Ukraińców i społeczeństwa krajów, w których Ukraińcy ci mieszkają?
Jeszcze w okresie rządów PiS, skargi na Polskę do organizacji międzynarodowych, zrównywanie Polski z Rosją putinowską, były absolutnie karygodnymi działaniami. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę ogrom polskiej pomocy udzielonej Ukrainie i Ukraińcom po lutym 2022 roku.
Z kolei wyniesienie banderowskich zbrodniarzy na państwowe sztandary to już otwarty policzek dla wszystkich Polaków. Niechęć wobec Ukrainy, jej politycznego kierownictwa stała się w wyniku tego tak wielka, że jednoczą się wokół niej z jednej strony politycy szeroko pojętej prawicy, a z drugiej – ludzie tacy, jak Lech Wałęsa, który demonstracyjnie odpiął z klapy marynarki flagę ukraińską.
Nieustanne bezczelne, prowokacyjne i jawnie obraźliwe w stosunku do wszystkich Polaków działania Zełenskiego nie są dziełem przypadku. To celowe działanie ukraińskiego prezydenta. Ma to na celu doprowadzić do sytuacji, w której niechęć Polaków do Ukraińców stanie się tak wielka, że Ukraińcy zostaną zmuszeni w ten sposób do powrotu do swojego kraju.
Być może to jest realny powód plucia Polakom w twarz i związanego z tym napuszczania Polaków na Ukraińców.
W końcu to nad Dniepr dotrzeć można znacznie szybciej znad Wisły niż znad Odry, Renu, Loary, Tamizy bądź amerykańskich równin…
Czy jednak należy się na Ukraińców obrażać? Zdecydowanie nie. Zwłaszcza nie powinien się na nich obrażać polski rynek pracy i polski pracodawca. W tym celu potrzeba jednak, aby Ukraińców systematycznie i cierpliwie oduczać postaw, na których żeruje ukraińska klasa polityczna oraz zachęcać ich do pozostania w Polsce. Warunkiem powinno być jednak wychowanie dzieci ukraińskich w duchu polskim i w języku polskim, a ich rodzicom - przybliżenie w każdy możliwy sposób wartości polskich, polskiej kultury i budowy dobra wspólnego, jakim jest Rzeczpospolita.
A Zełenski, jego ekipa i ukraińska klasa polityczna? Polskie społeczeństwo stanowczo zbyt długo tolerowało bezczelność ukraińskich polityków. Nawet teraz, po skandalu z honorowaniem UPA w strukturach wojskowych, Tusk i Sikorski uprawiają zaawansowaną intelektualną ekwilibrystykę, tłumacząc na wszelkie możliwe sposoby zachowania Zełenskiego, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Odebranie ukraińskiemu prezydentowi Orderu Orła Białego to oczywistość. Nie powinien on wisieć na piersi nikogo, kto gloryfikuje osoby odpowiedzialne za okrutne ludobójstwo Polaków. Czas najwyższy przypomnieć Ukraińcom to, co dosadnie uświadomił im Trump - w polityce żadna pomoc nie powinna być darmowa, a lotnisko w Jasionce stanowczo potrzebuje rutynowej konserwacji i naprawy.
Tadeusz Grzesik
