W ramach serii fałszywych zgłoszeń, w ub. tygodniu do mieszkania prezesa Telewizji Republika i redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” siłą weszła policja. Funkcjonariusze od tyłu skuli kajdankami asystentkę dziennikarza i siłą wyprowadzili ją z mieszkania. Tego typu środki przymusu bezpośredniego miały być podyktowane brakiem współpracy ze strony kobiety. Cała interwencja miała natomiast wynikać z fałszywego zgłoszenia, wedle którego w mieszkaniu dziennikarza przebywało dziecko chcące odebrać sobie życie. Funkcjonariusze przy tym nie mieli w czasie interwencji plakietek z nazwiskami i nie odpowiadali na kierowane przez Sakiewicza wezwania do wylegitymowania się. Jeden z nich miał za to emblemat wskazując, że na co dzień pracuje na komendzie pod Częstochową.
Sympatycy obozu Donalda Tuska całą sprawę próbują wykorzystać do ataku na red. Sakiewicza, kierując jakieś sugestie na temat jego relacji z asystentką. W ten żenujący seans pogardy włączył się również nieformalny kapelan „Uśmiechniętej Polski” ks. Kazimierz Sowa. – „…to mówicie, że asystentki redaktorów, zwłaszcza naczelnych, mają obowiązek świadczenia pracy w systemie 24/7 ze szczególnym uwzględnieniem przebywania w ich, tzn. owych redaktorów, mieszkaniach prywatnych? Ciekawe, byłem red.nacz. długie lata, ale nie wiedziałem P.S. dzięki za mema. Pasuje”
- napisał na Facebooku.
O komentarz do wypowiedzi duchownego Telewizja Republika zwróciła się do archidiecezji warszawskiej. W odpowiedzi Biuro Prasowe zapewniło, że metropolita warszawski zdaje sobie sprawę z publikacji wpisu ks. Sowy, uważa go za niedopuszczalny i nakazał jego usunięcie. Do tego nakazu ks. Sowa najwyraźniej się zastosował, ponieważ wpis zniknął z jego profilu. Ponadto abp Adrian Galbas wezwał ks. Sowę na rozmowę.
