Niemniej aktywna jest Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej”, która na komunikatorze X ironicznie zastanawia się, czy Tomasz Sakiewicz dobrze wie, co robi, domagając się ujawnienia nagrań z sieci na temat interwencji w jego mieszkaniu.
Wszystkie te lepkie insynuacje to efekt nieformalnych wypowiedzi oficerów Policji, którzy sugerują, że film „mógłby narazić na śmieszność Sakiewicza, który rzekomo był »niekompletnie ubrany od pasa w dół«”. Te przecieki z Policji i prokuratury stanowią większy skandal, niż same okoliczności obcesowej interwencji Policji w mieszkaniu TV Republika.
Zacytujmy przykład, jak służby państwa grają mediami.
„Jak dowiaduje się TVN24, aktualnie trwają dyskusje – tak w Policji, jak w Prokuraturze – dotyczące ujawnienia całości tych nagrań. Problem polega na konieczności wypikselowania znacznej liczby klatek od szyi w górę i od pasa w dół, gdyż jedna z osób była niekompletnie ubrana – wyjaśnia w rozmowie z TVN24 rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba. Bez spodni był Tomasz Sakiewicz, a jego asystentka nie jest osobą publiczną, stąd konieczność blurowania jej twarzy. Tak samo mówią policjanci. – Tomasz Sakiewicz jest osobą publiczną, film mógłby narazić go na śmieszność. Z drugiej strony funkcjonariusze są bezpodstawnie oskarżani – mówi oficer z Komendy Głównej”.
Zawsze w takich sytuacjach dziennikarz ma dylemat. Albo musi powtarzać ordynarne i skandaliczne insynuacje, albo unikać takiego cytatu, ale wtedy czytelnik nie rozumie, na czym polega drastyczność zachowania funkcjonariuszy. Dlatego zdecydowałem się na ten cytat z gorzką świadomością, że ileś prymitywów będzie rechotać dokładnie w sposób, który stał u zaplanowania tego typu intrygi. To, co jest skandalem, to fakt, że Policja informuje media w sposób, który ma poniżyć osobę, która ucierpiała na skutek bardzo kontrowersyjnej akcji Policji. A potem jeszcze Policja i Prokuratura prowadzą publiczne dywagacje czy materiał z interwencji upublicznić, ubierając to w świętoszkowatą, rzekomą troskę o wizerunek kogoś, kogo mieszkanie stało się obiektem brutalnego nalotu.
Bardzo dobrze pamiętam lata PRL, kiedy sugestie obyczajowe należały do stałego repertuaru działań komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, używanego do zwalczania ludzi niewygodnych dla władzy. Doskonale wiedziano wtedy, że insynuacje obyczajowe zawsze przylepiają się do ofiar takich operacji i montażu. I są też jednocześnie ostrzeżeniem dla innych. Jeśli wejdziecie w drogę obecnej władzy, to wasze życie może też być wzięte pod lupę. Wszyscy dobrze pamiętają, że insynuacyjny tekst rzecznika rządu PRL Jerzego Urbana pod nazwą „Garsoniera księdza Jerzego” był ważnym elementem kampanii nienawiści, która doprowadziła w końcu do mordu.
Nie wiem, czy przejrzałem wszystkie publikacje, ale jak widzę, tylko Onet, TVN i bulwarówka „Fakt” rzuciły się jak dotąd na te insynuacyjne przecieki z Prokuratury i Policji. Ale nie ma powodu do lekceważenia tej wrednej operacji. Sprawa jest niezwykle alarmująca. To wprowadzanie do Polski standardów walki z opozycją obowiązujących na Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Nadal należy domagać się pełnego wyjaśnienia okoliczności interwencji Policji w domu Tomasza Sakiewicza. Brudne chwyty używane przez organy władzy podległe Donaldowi Tuskowi nadają temu postulatowi jeszcze bardziej palący charakter.
Piotr Semka
