Jeszcze przed rosyjską inwazją Ukraina była uznawana za drugi po Stanach Zjednoczonych rynek surogacji. Choć wojna początkowo sparaliżowała branżę, dziś – jak wskazują eksperci cytowani przez BBC – liczba takich procedur niemal wróciła do poziomu sprzed konfliktu.

„Z powodu wojny rośnie liczba zdesperowanych kobiet, a kliniki oferują im taką możliwość, ponieważ zachodnie pary chcą tanio ‘kupować’ dzieci” – powiedziała cytowana przez BBC działaczka na rzecz praw kobiet Maria Dmytriewa.

Brytyjska stacja opisuje historię 22-letniej Kariny Tarasenko z Bachmutu, która po ucieczce przed wojną do Kijowa zdecydowała się zostać matką surogatką dla chińskiej pary. Kobieta przyznała, że dramatyczna sytuacja życiowa i brak stabilnej pracy skłoniły ją do podjęcia takiej decyzji.

Za urodzenie dziecka ma otrzymać około 12,5 tysiąca funtów, czyli ponad 60 tysięcy złotych. Jak wynika z relacji BBC, większość pieniędzy wypłacana jest dopiero po porodzie. Początkowo wynagrodzenie miało być wyższe, jednak po śmierci jednego z bliźniąt zostało obniżone zgodnie z zapisami kontraktu.

Sprawa ponownie wywołała debatę o granicach etycznych komercyjnej surogacji. Krytycy systemu twierdzą, że biedniejsze kobiety mogą być wykorzystywane przez zagraniczne agencje i kliniki reprodukcyjne. Według zwolenników to legalna forma zarobku i szansa na poprawę sytuacji materialnej.

Według BBC aż około 95 proc. klientów ukraińskich klinik stanowią cudzoziemcy. W związku z narastającymi kontrowersjami ukraiński parlament pracuje nad zmianami prawa, które mają zaostrzyć nadzór nad branżą i ograniczyć udział zagranicznych klientów.

Celem nowych regulacji ma być – jak podkreśla BBC – „ściślejsze uregulowanie branży, która bywa oskarżana o uprzedmiotowienie reprodukcji oraz wykorzystywanie biednych i znajdujących się w trudnej sytuacji kobiet”.

Temat surogacji od lat budzi spory również w Europie. W części państw komercyjne macierzyństwo zastępcze jest całkowicie zakazane, podczas gdy inne kraje dopuszczają je pod ścisłym nadzorem prawnym.