Nagranie krążące na Facebooku pokazuje różowe flamingi zestawione z rosyjską stolicą i atmosferą alarmu przeciwlotniczego. Symbolika jest oczywista – lekkie, niemal absurdalne „ptaki” stały się internetową metaforą tanich dronów, które od miesięcy kompromitują rosyjskie systemy obrony powietrznej i wywołują chaos nawet setki kilometrów od frontu.

Tegoroczna parada trwała wyjątkowo krótko, a na Placu Czerwonym zabrakło pełnej prezentacji ciężkiego sprzętu wojskowego. Według rosyjskich władz miało to wynikać ze względów bezpieczeństwa. W sieci szybko zaczęto jednak ironizować, że „najgroźniejszym przeciwnikiem Kremla są dziś flamingi z silnikiem i kamerą”.

W internecie pojawiły się też komentarze, że „ptaki wygrały z rakietami”, bo to właśnie niewielkie bezzałogowce wymusiły ograniczenia podczas jednej z najważniejszych uroczystości propagandowych Kremla.