„Co roku staramy się być wśród tej garstki dobrych ludzi, którzy pamiętają o śp. Staszku Pyjasie i zbierają się 7 maja pod nieistniejącą już bramą na ulicy Szewskiej w Krakowie, gdzie 49 lat temu znaleziono jego ciało” – napisał Wildstein. Jak podkreślał, obecność ludzi pamiętających o Pyjasie ma dla niego szczególne znaczenie. „Potwornie smutna rocznica. Ale to, że jeździmy tu, to, że są tu co roku ludzie (...) – dziękuję” – zaznaczył.

Publicysta zwrócił uwagę, że sprawa śmierci Pyjasa wciąż budzi ogromne emocje. „Wiecie, co jest niesamowite? Że do dziś w sprawie śmierci śp. Staszka jedyną skazaną osobą jest mój Tata, który od lat walczy o prawdę dotyczącą śmierci swojego Przyjaciela” – napisał, odnosząc się do wieloletnich sporów wokół śledztwa i publikacji dotyczących tragedii z maja 1977 roku.

Wildstein ostro skrytykował część mediów za brak zainteresowania rocznicą. „Nie dziwi mnie, że cyngle z GW, TVN i neoTVP oraz okolic olały tę rocznicę” – stwierdził. W jego ocenie pamięć o Pyjasie została zepchnięta na margines współczesnej debaty publicznej, mimo że dla wielu środowisk opozycyjnych był on symbolem sprzeciwu wobec systemu komunistycznego.

Publicysta odniósł się również do braku oficjalnych działań ze strony kancelarii prezydenckiej. „Rok temu był piękny wieniec i ludzie z kancelarii. Co jak co, oczekiwałem, że prezydent z IPN będzie o tym pamiętał” – napisał. Dodał jednocześnie, że po publikacji wpisu skontaktował się z nim minister Wojciech Kolarski, który – według relacji Wildsteina – „wytłumaczył błąd i obiecał, że za rok będzie to, zwłaszcza że okrągła rocznica, w sposób właściwy i godny odnotowane”.

Historycy zajmujący się dziejami opozycji antykomunistycznej podkreślają, że śmierć Stanisława Pyjasa była jednym z wydarzeń, które przyspieszyły narodziny zorganizowanej opozycji studenckiej w PRL. Andrzej Friszke wskazywał, że powstanie Studenckiego Komitetu Solidarności po śmierci Pyjasa miało ogromne znaczenie dla późniejszego rozwoju środowisk solidarnościowych. Z kolei badacze z Instytutu Pamięci Narodowej przypominają, że sprawa do dziś pozostaje jednym z najbardziej symbolicznych przykładów niewyjaśnionych działań aparatu bezpieczeństwa PRL.