Do dziś nie jest jasne dlaczego doszło do bardzo szybko eskalującego jak się okazało incydentu na pokładzie samolotu Lufthansy. Na rejs ze stolicy Bawarii do Polski zarezerwowali swoje miejsca Jan i Nelli Rokitowie. Po pewnym czasie doszło jednak do ostrego konfliktu ze stewardessą. I w tej sprawie możemy jedynie polegać na stanowisku obu stron konfliktu, które różnią się zasadniczo. Według relacji państwa Rokitów awantura wybuchnąć miała gdy chcieli schować do schowków w klasie biznesowej płaszcze i kapelusze. Według tej relacji stewardessa miała im tego omówić, bo mieli bilety w klasie ekonomicznej. Sytuację można zrozumieć jeśli zna się wręcz legendarne przywiązanie obojga małżonków do kapeluszy – w wypadku Jana Rokity kapeluszy słomkowych lub białych kapeluszy typu „panama” zaś w wypadku Nelli Rokity równie szykownych kapeluszy damskich. Jak można spekulować prawdopodobnie Rokitowie bardzo obawiali się sytuacji, w której ich kapelusze wsadzone do schowków nad głowami pasażerów mogą zostać zniszczone lub pogniecione.  Można też podejrzewać, że luki bagażowe w klasie ekonomicznej, którą lecieli były już wypchane lub też było w nich tak mało miejsca że kapelusze byłyby narażone na pogięcie. I dlatego – jak można podejrzewać – chcieli swoje nakrycia głowy schować do schowków w klasie biznesowej a przy okazji dorzucić do nich swoje płaszcze. Niemiecka stewardessa odmówiła im takiej grzeczności i tu zaczął się ostry konflikt.  Tygodnik „Wprost”  miesiąc po incydencie zamieścił relację polskiej lekarki występującej pod pseudonimem Wiesława L., która akurat znajdowała się na pokładzie samolotu i była mimowolnym świadkiem incydentu. Według jej relacji Nelli Rokita chciała uzyskać zezwolenie na zajęcie przez nią i jej męża miejsc w klasie biznes na co stewardessa nie zgodziła się, bo mieli bilety kupione w klasie ekonomicznej. Wcześniej oboje zajęli miejsca w lepszej klasie ale Nelli udała się na negocjacje ze stewardessą. Rokita początkowo siedział na zajętym „nielegalnie” miejscu w klasie biznes ale w końcu po interwencji stewardessy wrócił do klasy ekonomicznej. Niemiecka stewardessa zabrała płaszcze z foteli w klasie biznes zwinęła je w rulon i włożyła do pierwszego wolnego schowka w klasie ekonomicznej. Według relacji zamieszczonej we „Wprost”: „Gdy stewardessa zatrzaskiwała klapę tego schowka, nagle ze swego miejsca poderwał się Rokita krzycząc: »What do you do?«, odepchnął ją, wyjął płaszcze i przeniósł je do bliższego schowka mówiąc: »co za chamstwo!«. To nie było uderzenie ale wyraźne popchnięcie (stewardessy). Do tego stewardessa najwyraźniej mogła poczuć się słowami »Kim pani jest?« (...) Nie jestem też przekonana czy ta stewardessa nie znała trochę polskiego i nie zrozumiała co to jest (słowo) chamstwo”. A potem nastąpiła typowa eskalacja sytuacji. Stewardessa poinformowała o incydencie pilota i ten przez mikrofon poprosił, aby awanturujący się pasażer opuścił pokład samolotu, bo drzwi były jeszcze otwarte. Gdy Rokita nie zareagował, stewardessa podeszła do małżeństwa i miała wytłumaczyć znającej niemiecki Nelli Rokicie, że jej mąż musi opuścić pokład bo inaczej samolot nie odleci. Według lekarki, która była świadkiem zajścia Rokita nadal nie reagował i w rezultacie po około 10 minutach na pokład weszli dwaj funkcjonariusze służby granicznej  którzy siłą próbowali wyprowadzić Rokitę. Gdy to się nie udawało, niemieccy pogranicznicy wezwali po posiłki. W międzyczasie jeden z Polaków siedzący dwa rzędy przed Rokitami  próbowali tłumaczyć niemieckim funkcjonariuszom że mają do czynienia ze znanym polskim politykiem co jednak miało na Niemcach nie zrobić żadnego wrażenia. W końcu Rokicie założono kajdanki  i wyprowadzono go z samolotu. I w tym momencie kończą się fakty a zaczynają interpretacje. Najbardziej Rokicie w ocenie całej sprawy  przez opinię publiczną w Polsce zaszkodziło nagranie wykonane telefonem przez jednego z pasażerów na którym Rokita krzyczał na cały samolot: „Niemcy mnie biją”. Na domiar złego incydent przypadł na moment kiedy raptem półtora roku wcześniej Rokita opuścił Platformę Obywatelską po konflikcie z Donaldem Tuskiem i nie był specjalnie kochany przez te media, które idealizowały lidera Platformy Obywatelskiej. Inni z kolei  wskazywali na to, że obowiązkiem stewardessy jest gaszenie konfliktów a nie ich eskalowanie. Być może, gdyby pracowniczka obsługi samolotu zaopiekowała się kapeluszami i płaszczami małżeństwa Rokitów tak aby nie były one narażone na upychanie w schowkach to całego konfliktu by nie było. Osobną dyskusję wywołała też sama interwencja policyjna na pokładzie. Jedni na podstawie własnych doświadczeń wskazywali, że w Niemczech bardzo szybki jest tryb przechodzenia do przemocy fizycznej w wykonaniu policji. Inni z kolei podkreślali, że w samolotach zawsze wymagane jest pełne posłuszeństwo pasażerów wg wskazówek personelu i wszelkie scysje z personelem mogą skończyć się usunięciem z pokładu. Na pewno też swoją rolę odegrało wyczulenie Polaków na ultymatywne komendy wykonywane w języku niemieckim. Na co Polacy zazwyczaj z racji traumy z II wojny światowej reagują bardzo nerwowo.   W końcu prokuratora w Landshut która obejmuje obszar monachijskiego lotniska nałożyła na Rokitę® karę pieniężną 3000 euro tytułem winy za zakłócenie porządku publicznego. Według Rokity on i jego małżonka zostali znieważeni przez stewardessę i na dodatek ubliżano mu też na komisariacie dokąd trafił skuty kajdankami.

 

Drugi incydent – tym razem na lotnisku we Frankfurcie n/Menem był udziałem polityka PO Jacka Protasiewicza. O całej sprawie poinformowała jako pierwsza niemiecka bulwarówka „Bild”, która poinformowała że polityk miał być pod wpływem alkoholu i zachowywał się agresywnie wyzywając służby lotniskowe od nazistów. Według „Bilda” europoseł w trakcie przesiadki samolotowej opuścił pokład wyraźnie pod wpływem alkoholu chwiejąc się i bełkocząc. Według niemieckiej gazety Protasiewicz ściągnął na siebie uwagę służb kiedy w hali odbioru bagażu zabrał wózek bagażowy innego pasażera i pobiegł z nim w kierunku wyjścia. Wtedy Protasiewicza miał zatrzymać strażnik i zażądać dokumentów. W odpowiedzi wg „Bilda” Polak wybuchnął agresją, miał wyzywać funkcjonariusza od Hitlera i nazisty, krzyczeć Heil Hitler  i pytać pracownika ochrony czy „był kiedyś w Auschwitz?” Wezwani policjanci chcieli zabrać Polaka na posterunek. Ten jednak miał opierać się i rzucać bagażami. Wedy funkcjonariusze mieli skuć Protasiewcza kajdankami i odprowadzić go na posterunek. Zupełnie inaczej cały incydent wyglądał w relacji Protasiewicza. Przyznał on że wypił on dwie małe butelki na pokładzie samolotu ale to nie usprawiedliwia zachowania niemieckich pracowników ochrony. Jak wynika z relacji Protasiewicza zapalnikiem do jego wybuchu było aroganckie zachowanie policjanta, który oddając mu dokumenty miał powiedzieć „raus” (można je interpretować w podobny sposób jak polskie słowo „won”, albo „marsz” szczególnie wymawiane aroganckim, ultymatywnym podniesionym głosem.

Potem Protasiewicz miał zapytać funkcjonariusza czy wie, że krzyknięcie „raus” brzmi równie obraźliwie jak okrzyk „Heil Hitler”). Protasiewicz twierdzi że powiedział też Niemcowi żeby się powstrzymał i odwiedził Auschwitz, bo tam też Niemcy nadużywali słowa raus. Co łączy obie te sprawy. W obu wypadkach politycy przyzwyczajeni w Polsce do pewnego specjalnego traktowania nie zrozumieli na czas że szczególnie na lotniskach i na pokładzie samolotu margines dyskusji z obsługą jest bardzo wąski. Ze swej strony Niemcy zapomnieli jak wiele negatywnych skojarzeń w związku z używaniem siły jest zakodowanych w psychice przedstawicieli narodów, które niegdyś podlegały brutalnej niemieckiej okupacji. Podobnie nerwowo na wykrzykiwane po niemiecku podniesionym głosem komendy mogliby reagować pasażerowie z krajów byłej Jugosławii, Włoch czy Grecji, gdzie ludzie bardzo źle znoszą język niemiecki w sytuacjach konfliktowych. W obu wypadkach awantury czy ta w Monachium czy ta we Frankfurcie bardzo zaszkodziły wizerunkowi obu polityków. Dość charakterystyczne dla epoki lat, w których doszło do obu incydentów było to, że media w większości uznawały komunikaty niemieckich organów za niepodważalne fakty a w wypadku obu polityków najczęściej przechodzono w komentarzach do tonu ubolewania że nasi politycy skompromitowali Polskę.