W oficjalnym komunikacie ukraińskie dowództwo zaznaczyło, że „trwa ustalanie rozmiaru zniszczeń”, nie podając szczegółów operacji. Sam fakt uderzenia tak głęboko na terytorium Rosji pokazuje jednak zmianę charakteru konfliktu – od walk przyfrontowych do działań, które mają uderzać w zaplecze militarne i przemysłowe przeciwnika.

Równolegle Kijów coraz mocniej akcentuje ekonomiczny wymiar tych operacji. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekonuje, że ataki dronów na rosyjską infrastrukturę energetyczną realnie ograniczają zdolności finansowe Kremla. „Nasze sankcje dalekosiężne osiągnęły nowy poziom w trzech aspektach: redukcji dochodów z rosyjskiej ropy, zasięgu i intensywności sankcji” – napisał w mediach społecznościowych.

Ukraiński przywódca podkreślił, że działania te nie są jedynie symboliczne. „Co ważne, nie tylko sam cel został trafiony, zgodnie z definicją misji bojowej, ale również wydłużył się czas przestoju obiektu, a przynajmniej jego funkcjonowanie zostało zauważalnie ograniczone” – zaznaczył. Według jego szacunków straty Rosji wynikające z uderzeń w sektor naftowy sięgają miliardów dolarów.

Zełenski nie ukrywa też, że operacje będą kontynuowane. Po podziękowaniu siłom zbrojnym oraz służbom specjalnym „którzy wspólnie z SBU i służbami wywiadowczymi zapewniają ten rezultat”, zapowiedział „skalowanie kierunku ukraińskich systemów dalekiego zasięgu”.

Doniesienia o atakach na rafinerie w Tuapse, Permie czy Noworosyjsku pojawiają się coraz częściej i są potwierdzane przez różne źródła, w tym agencje międzynarodowe jak Reuters. Eksperci zwracają uwagę, że uderzenia w infrastrukturę paliwową mogą mieć znaczenie strategiczne – ograniczają logistykę armii rosyjskiej i jednocześnie wpływają na dochody budżetowe państwa.

Rosyjskie władze zazwyczaj minimalizują skutki takich operacji, jednak skala i częstotliwość uderzeń wskazują, że wojna wkracza w nową fazę – coraz mniej ograniczoną geografią frontu, a coraz bardziej opartą na precyzyjnych atakach na kluczowe zasoby przeciwnika.