30 kwietnia minęło 76 lat od śmierci jednego z najważniejszych przywódców Polskiego Państwa Podziemnego i lidera PPS-WRN (Wolność – Równość – Niepodległość). Kazimierz Pużak zmarł w więzieniu w Rawiczu, gdzie odbywał karę po wyroku wydanym przez komunistyczny sąd.
Od początku okupacji działał w konspiracji, a niepodległość Polski – jak podkreślają historycy – była dla niego wartością nadrzędną. W marcu 1945 roku został podstępnie aresztowany przez NKWD i znalazł się wśród oskarżonych w tzw. procesie szesnastu w Moskwie. Skazany na półtora roku więzienia, trafił na Łubiankę. Po amnestii wrócił do Polski, choć – jak podkreślają źródła – „nie brał pod uwagę wyjazdu na Zachód”.
To właśnie w powojennej Polsce spotkały go kolejne represje. W 1947 roku został ponownie aresztowany i oskarżony m.in. o próbę obalenia ustroju. Po wielomiesięcznym śledztwie zapadł wyrok 10 lat więzienia.
Świadkowie tamtych wydarzeń podkreślali jego postawę w obliczu sądu. Stefan Stamirowski, który miał kontakt z Pużakiem w ostatnich dniach jego życia, zapisał: „O nic sądu nie prosił, o nic się do sądu nie zwracał. »W chwili, gdy stoję nad grobem, byłoby nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy«” – miał powiedzieć.
Równie stanowczy był wobec propozycji zabiegania o łaskę. Według relacji miał powiedzieć córce: „Jakże ja socjalista miałbym prosić komunistę o łaskę? Niedoczekanie!”. Nawet w obliczu pogarszającego się zdrowia nie zdecydował się na taki krok.
Warunki w więzieniu w Rawiczu były ciężkie. Pużak był wielokrotnie przesłuchiwany i szykanowany. Lekarz więzienny Bruno Fijałkowski oceniał, że został „po prostu zamęczony w więzieniu”. Zmarł 30 kwietnia 1950 roku w wieku 67 lat. Pochowano go na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Dziś jego historia pozostaje jednym z najbardziej przejmujących świadectw losów polskich przywódców niepodległościowych w powojennej rzeczywistości podporządkowanej Związkowi Sowieckiemu.
