Do sprawy odniosła się Agnieszka Romaszewska, która podkreśla znaczenie tego momentu, ale jednocześnie studzi emocje wokół jego kulis. „Szczęśliwie, po pięciu latach Andrzej Poczobut opuścił białoruską kolonię karną” – zaznaczyła, przypominając, że sprawa była obecna „na agendzie właściwie każdego rządu”.

Romaszewska zwraca uwagę na pojawiające się spekulacje dotyczące kulis uwolnienia. „Dużo jest różnych sensacyjnych opowieści wokół uwolnienia Andrzeja. Ojców sukcesu, jak zwykle w takich sytuacjach też jest dużo” – ocenia. Jej zdaniem rzeczywistość mogła być mniej spektakularna niż sugerują niektóre relacje.

Wskazuje przy tym na kluczowy element, który mógł przesądzić o przełomie. „Trzeba było po pierwsze znaleźć ‘lewar’, który ruszyłby z miejsca Łukaszenkę i takim lewarem Polska ani przy poprzednim ani przy obecnym rządzie – nie dysponowała” – stwierdza. Dodała, że takim czynnikiem wpływu dysponują obecnie Stany Zjednoczone.

Jednocześnie Romaszewska przypomina o szerszym kontekście sytuacji na Białorusi. „To wspaniale, że Andrzej wyszedł, ale warto pamiętać, że w więzieniach nadal pozostaje co najmniej 1200 innych więźniów” – podkreśla, zwracając uwagę na skalę problemu represji wobec opozycji i środowisk niezależnych na Białorusi.

Uwolnienie Poczobuta jest więc nie tylko osobistym dramatem zakończonym szczęśliwie, ale także symbolem trwającego kryzysu praw człowieka za naszą wschodnią granicą.