„Mamy to! Koniec demokracji w Polsce i nie tylko” – pisze, wskazując na brak reakcji zarówno środowiska dziennikarskiego, jak i opinii publicznej. Jak podkreślił, problem nie jest już abstrakcyjny, lecz dotyczy konkretnych spraw sądowych. „Nie stać mnie na chodzenie przez resztę życia po sądach i apeluję do Was – ludzi mediów – o podjęcie walki w imieniu nas wszystkich” – dodał.
Kwiatek wyjaśnia, że w jego ocenie obecne stosowanie przepisów RODO prowadzi do sytuacji, w której publikowanie zdjęć z przestrzeni publicznej staje się ryzykowne. „Zgodnie z tym podejściem dziennikarz, czy każdy z Was, nie może nigdzie upubliczniać wizerunku nikogo. Nie ma wyjątków” – alarmuje. Wskazuje przy tym na konkretne konsekwencje: „Jeżeli pokażecie interwencję służb, policjanci mogą iść do sądu i żądać dziesiątek tysięcy złotych odszkodowania”.
Jak pisze, problem wynika z kolizji przepisów. „Zapisy RODO stoją w sprzeczności z Prawem prasowym i prawem autorskim, które wcześniej pozwalały dokumentować życie publiczne” – pisze. Szczególnie krytycznie odnosi się do rozbieżności w orzecznictwie: „TSUE swoje, a sądy – w zależności od upodobań – czynią swoje”.
Eksperci zajmujący się prawem mediów od dawna zwracają uwagę, że RODO – czyli ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych – przewiduje wyjątki dla działalności dziennikarskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślał, że prawo do informacji i interes publiczny mogą przeważać nad ochroną danych osobowych, szczególnie w przypadku materiałów o znaczeniu społecznym. Problem pojawia się jednak na poziomie praktyki stosowania prawa w poszczególnych państwach.
Kwiatek zwraca uwagę również na szerszy kontekst. „Każda próba naruszenia równowagi między władzą a społeczeństwem prowadzi do zniszczenia demokracji” – pisze, dodając, że wolne media są jednym z filarów systemu. Jego zdaniem brak solidarności środowiska dziennikarskiego pogłębia problem: „Brak naszej solidarności doprowadził do sytuacji, w której można mówić o realnym ograniczeniu wolności mediów”.
W praktyce oznacza to, że część twórców zaczyna się autocenzurować. Sam autor zapowiedział ograniczenie publikacji zdjęć: „Zaprzestaję ich publikacji do czasu, gdy przepisy i ich interpretacja zostaną zmienione”.
Dyskusja o granicach ochrony prywatności i wolności słowa trwa już w całej Europie. Spór o to, gdzie kończy się prawo do prywatności, a zaczyna interes publiczny, staje się więc obecnie jednym z kluczowych wyzwań współczesnych demokracji.
