Treść dokumentu, który pojawił się w sieci, ma charakter uprzejmej korespondencji. „Pragnę podziękować Panu z całego serca za Pana niezwykły list, który sprawił mi wiele radości” – czytamy w przytaczanym fragmencie.
Kluczowe znaczenie w tej sprawie mają słowa samego Cenckiewicza, który odniósł się do autentyczności dokumentu. „Jego autentyczność, jako listu Andrzeja Seweryna do gen. Kiszczaka, potwierdził prof. Sławomir Cenckiewicz – tak! Ale jest w USA oryginał – rękopis piękny” –napisał historyk.
Jednocześnie sam badacz w innych wypowiedziach nie ukrywał swojej krytycznej oceny treści listu. „Jednak list Andrzeja Seweryna do Czesława Kiszczaka jest tak przykro wazeliniarski, że niedobrze mi się zrobiło” – komentował.
Kontekst sprawy jest szerszy. Dokumenty z domu Kiszczaka, które po jego śmierci trafiły częściowo do zagranicznych archiwów, od lat wywołują spory historyczne i polityczne. Jak przypominał Cenckiewicz w innych wypowiedziach, część materiałów znalazła się m.in. w Hoover Institution w USA, co dodatkowo komplikuje dostęp do pełnej dokumentacji.
Teraz list pojawia się w obiegu medialnym i wywołuje nie tylko pytania o jego znaczenie historyczne, ale także o sposób interpretacji dokumentów z okresu transformacji ustrojowej. Sprawa pokazuje także, jak archiwa z czasów PRL nadal wpływają na współczesną debatę publiczną, wywołując emocje, które nie słabną mimo upływu lat.
