Zespół analityczno-koordynacyjny został powołany przez ministra sprawiedliwości Waldemar Żurek 23 lutego, w czasie, gdy sprawa Epsteina ponownie dominowała w debacie publicznej w USA i Europie. Wcześniej premier Donald Tusk podkreślał wagę tematu, mówiąc: „Pedofilia jest zbrodnią przeciwko ludzkości (…) Nie ma tu miejsca na jakiekolwiek kompromisy”.

Problem w tym, że po kilku miesiącach od powołania zespołu trudno wskazać konkretne rezultaty jego prac. Dziennikarze, którzy próbowali uzyskać szczegółowe informacje, natrafili na instytucjonalny ping-pong. Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiedziało krótko: „Panie Redaktorze, prosimy o skierowanie tych pytań do biura prasowego Prokuratury Krajowej”.

Z kolei rzecznik Prokuratura Krajowa Przemysław Nowak odciął się od odpowiedzialności, stwierdzając: „Nie mam żadnej wiedzy ani uprawnień do informowania o zespole (…) powołanym i działającym w Ministerstwie Sprawiedliwości. Jestem rzecznikiem Prokuratury Krajowej”.

Ten brak spójności komunikacyjnej rodzi pytania o realny charakter przedsięwzięcia. Jeśli instytucje państwowe nie potrafią wskazać, kto odpowiada za prace zespołu i jakie są ich efekty, trudno mówić o poważnym śledztwie czy analizie.

W tym kontekście coraz wyraźniej pojawia się zasadne pytanie o priorytety państwa: czy równie zdecydowane działania – jak w przypadku medialnie nośnej sprawy Epsteina – podejmowane są wobec krajowych afer o ciężkim charakterze kryminalnym? Gdzie są konkretne informacje o stanie postępowań w sprawach takich jak tzw. afera kłodzka? Czy opinia publiczna może liczyć na przejrzystość, konkretne decyzje i realne rozliczenia, czy znów usłyszy jedynie ogólne deklaracje?

Eksperci zwracają ponadto uwagę, że już sama idea badania „polskich wątków” w sprawie Epsteina – prowadzonej od lat przez amerykańskie służby i sądy – wymagałaby jasno określonych kompetencji i podstaw prawnych. Tymczasem dotychczasowe działania bardziej przypominają inicjatywę PR-ową obecnego rządu niż jakiekolwiek systemowe dochodzenie.