Droga Polki do finału przypomina sportową bajkę. Chwalińska, sklasyfikowana przed turniejem na 114. miejscu rankingu WTA, najpierw przeszła przez kwalifikacje, a następnie eliminowała kolejne rywalki w głównej drabince. W ćwierćfinale pokonała rozstawioną z numerem 22. Annę Kalinską, a następnie przedłużyła swoją imponującą serię zwycięstw w Paryżu.

Organizatorzy oraz światowe media nie kryją zachwytu nad postawą Polki. Oficjalny serwis WTA pisał o „kontynuacji wymarzonego marszu” Chwalińskiej przez turniej, podkreślając, że jej awans do najlepszej czwórki był jednym z największych zaskoczeń tegorocznego Roland Garros.

Sama tenisistka nie ukrywa emocji. Po wcześniejszych zwycięstwach przyznawała, że wciąż trudno jej uwierzyć w to, co dzieje się na paryskich kortach. Jej historia jest tym bardziej niezwykła, że w przeszłości zmagała się z problemami zdrowotnymi i dłuższą przerwą od zawodowego tenisa.

W finale Polkę czeka jednak niezwykle trudne zadanie. Mirra Andriejewa awansowała do swojego pierwszego wielkoszlemowego finału po pewnym zwycięstwie nad Ukrainką Martą Kostiuk 6:1, 6:3. Rosjanka zaprezentowała bardzo dojrzały tenis i przez wielu ekspertów jest uznawana za jedną z największych gwiazd młodego pokolenia światowego tenisa.

Bez względu na wynik finału Maja Chwalińska już zapisała się w historii polskiego tenisa. Jej paryskie występy to jeden z największych sukcesów polskich tenisistek ostatnich lat i dowód na to, że sport wciąż potrafi pisać scenariusze, których nie przewidują nawet najodważniejsi eksperci.