Autorka podkreśla, że oczywistością jest, iż Polskę i Ukrainę łączy wiele wspólnych celów, ale równie oczywistym jest, iż nasze państwa dzieli również wiele sprzecznych interesów.
- „To jaskrawo uwidoczni się po wojnie. Żeby uniknąć kryzysu, trzeba mieć diagnozę i prowadzić działania profilaktyczne”
- zauważa.
Zwraca uwagę, iż nie ma nic dziwnego w tym, że większość Ukraińców nie ma świadomości skali ludobójstwa na Wołyniu, ponieważ o ich nieświadomość zadbała cenzura.
- „Czy to dobry moment, żeby Ukraińcom przypominać o 100 tysiącach ofiar rzezi? Nie, to nie jest dobry czas. Warto jednak pamiętać, że w roku 1991 Polska była pierwszym krajem na świecie, który uznał niepodległość Ukrainy. Ale tchórzliwi politycy nie wykorzystali 3 dziesięcioleci by dokonać kauteryzacji rany”
- pisze Sonik.
- „To Zełenski zmusił Polskę do reakcji”
- dodaje.
Jej zdaniem celem ruchu ukraińskiego prezydenta było zdobycie poparcia w momencie ujawniania ogromnych afer korupcyjnych z udziałem jego najbliższego otoczenia.
- „Przyszedł jednak czas, gdy Ukraińcy zaczynają stawiać pytania. Wybory w końcu muszą się odbyć. No to hajda! Amerykanie się dystansują, Niemcy sygnalizują, że akces do UE musi poczekać, więc awantura z Polską się przyda”
- wskazuje.
