Sprawa nabrała rozgłosu po tym, jak berlińska prokuratura zakończyła wszystkie postępowania związane z tym sloganem. Śledczy analizowali m.in. możliwość wystąpienia podżegania do nienawiści, publicznego nawoływania do przestępstw czy znieważenia, jednak ostatecznie nie dopatrzyli się podstaw do postawienia zarzutów. Według uzasadnienia hasło należy interpretować w kontekście demonstracji klimatycznej, a nie jako dosłowne wezwanie do przemocy. Prokuratura uznała je za „prowokacyjny wkład w debatę klimatyczną” oraz „przesadzoną i polemiczną krytykę aktualnej polityki klimatycznej”.

Dodatkowe emocje wywołało stanowisko władz Berlina, według którego określenie „starzy biali mężczyźni” nie odnosi się do konkretnej grupy ludności w rozumieniu przepisów dotyczących podżegania do nienawiści. W uzasadnieniu wskazano również, że slogan miał symbolicznie nawiązywać do potrzeby odrzucenia „starych idei i koncepcji” na rzecz bardziej zrównoważonej polityki klimatycznej.

Decyzja spotkała się z ostrą krytyką części niemieckich polityków i komentatorów. Krytycy zwracają uwagę, że w innych sprawach niemieckie organy ścigania reagowały zdecydowanie bardziej stanowczo na wypowiedzi uznawane za obraźliwe wobec konkretnych osób publicznych. Zwolennicy decyzji odpowiadają natomiast, że każda sprawa wymaga indywidualnej oceny kontekstu i rzeczywistego znaczenia użytych słów.

Pytanie, które chyba na pewno należy w tej sytuacji postawić, to takie, czy oby na pewno na „spaleniu starych białych mężczyzn” zależy akurat… klimatystom? Czy może są oni - ponownie - pionkami w innej, szerszej rozgrywce?