Jagodzińska powołuje się na relacje urzędników z całej Polski.

- „Od wielu dni (po akcji z pizzą) otrzymuję wiadomości od pracowników urzędów skarbowych i urzędów celno-skarbowych z całej Polski. Wszyscy mówią o tym samym! O zmianie tzw. mierników dotyczących nabyć sprawdzających i o ogromnej presji na ich wykonanie”

- pisze urzędniczka.

Jak wyjaśnia, „jeszcze 3  lata temu do wykonania tzw miernika nabyć sprawdzających liczyła się tylko  liczba wykonanych nabyć sprawdzających.  Nieważne, czy ukarano mandatem! Chodziło o prewencję. Chodziło o to, żeby sprawdzać, pouczać i przypominać o obowiązkach . I to miało sens”.

- „Dzisiaj, po zmianie kierownictwa   (rządu) do miernika liczą się TYLKO  pozytywne nabycia sprawdzające, czyli takie zakończone mandatem albo odmową przyjęcia mandatu (sic!). Czyli ZAWSZE MUSI BYĆ MANDAT. Jednocześnie podnoszone są wartości mierników, które urzędy mają wykonać  (ma być więcej mandatów). Z relacji urzędników wynika ponadto, że narzucane są przez kierownictwo kwoty mandatów (jak najwyższe), co jest absolutnie sprzeczne z kodeksem karnym skarbowym”

- dodaje.

W przekonaniu autorki „zamiast koncentrować siły na największych oszustwach skarbowych, wyłudzeniach i prawdziwych patologiach, coraz częściej uderza się w najmniejszych przedsiębiorców”.

- „Kto zmienił konstrukcję tych wskaźników? Kto podniós  ich poziomy? Kto odpowiada za politykę, która  odchodzi od prewencji na rzecz rozliczania efektów zakończonych mandatem? I czy Minister Finansów Andrzej Domański uważa, że to jest właściwy kierunek?”

- pyta.