„Jeszcze raz, może nawet nieco nadużywając cierpliwości Państwa, wracam do tematu odebrania Zełenskiemu OOB. Wracam, bo bynajmniej nie chodzi tu tylko o sam order, a na pewno w całej tej sprawie nie on jest najważniejszy” – napisał Gójski.
Jego zdaniem propozycja odebrania odznaczenia jest przede wszystkim reakcją na wieloletnie napięcia wokół polityki historycznej prowadzonej przez część ukraińskich elit. W swoim wpisie przypomina o sporach dotyczących oceny Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, kwestii ekshumacji ofiar zbrodni wołyńskiej oraz kontrowersyjnych wypowiedzi przedstawicieli ukraińskich instytucji państwowych.
Gest odebrania orderu jest tylko reakcją na ostatni skandaliczny przykład lekceważenia przez Ukraińców wrażliwości polskiej” – ocenił.
Publicysta wskazuje, że problem nie pojawił się nagle. Jak twierdzi, przez lata Polacy obserwowali wydarzenia, które budziły sprzeciw części opinii publicznej. „Cała prowokacja dzieje się na oczach Polaków przez mniej więcej 10–12 lat bez stanowczej próby władz polskich, potrafiących ostro zareagować” – napisał. Jednocześnie zaznaczył, że odpowiedzialność za brak zdecydowanej reakcji ponoszą – jego zdaniem – zarówno rządy Prawa i Sprawiedliwości, jak i Platformy Obywatelskiej.
Włodzimierz Gójski szczególnie mocno akcentuje znaczenie pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej i innych zbrodni dokonanych na ludności polskiej podczas II wojny światowej.
„Krew setek tysięcy polskich męczenników za wiarę i polskość krzyczy do nas zatrważającym głosem: nie żądamy nic prócz sprawiedliwości. Nic prócz godnego pochówku. Nic prócz pamięci i szacunku dla naszej ofiary. Czy to zbyt dużo?” – pyta autor wpisu.
Spór o pamięć historyczną ponownie zaostrzył się po decyzji dotyczącej nadania jednej z ukraińskich jednostek wojskowych patronatu odwołującego się do postaci związanych z UPA. Krytycy takich działań podkreślają, że w Polsce organizacja ta pozostaje jednoznacznie kojarzona ze zbrodnią wołyńską i masowymi mordami na ludności cywilnej. Z kolei część ukraińskich środowisk traktuje UPA przede wszystkim jako symbol walki o niepodległość Ukrainy.
W swoim wpisie Gójski uważa, że obecna sytuacja wymaga zdecydowanej odpowiedzi ze strony Polski. „Przyszedł więc właściwy moment, by powiedzieć stanowcze ‘non possumus’. Koniec z tym – miara się przebrała” – napisał.
Jednocześnie publicysta zaznacza, że działania powinny mieć charakter przede wszystkim polityczny i symboliczny. „Zaczynamy symbolicznie. Gdyby zaszła potrzeba, bez satysfakcji trzeba będzie prawdopodobnie przystąpić do czegoś poważniejszego” – stwierdził.
Warto dodać, że dyskusja wokół relacji polsko-ukraińskich, polityki pamięci oraz oceny wydarzeń z lat 1943–1945 pozostaje jednym z najtrudniejszych tematów we wzajemnych stosunkach obu państw. Mimo ścisłej współpracy Warszawy i Kijowa po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę, kwestie historyczne regularnie wracają do debaty publicznej, wywołując emocje zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej.
