Nowy I prezes Sądu Najwyższego udzieli wywiadu „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, w którym mówił m.in. o podziałach w Sądzie Najwyższym.

- „Oczywiście to, że te podziały istnieją, jest moją bolączką. W dodatku uważam, że są one całkowicie bezpodstawne. To nie jest problem prawny, ale polityczny i w zasadzie emocjonalny”

- stwierdził.

Wyraził nadzieję, że „ta część sędziów, która w Sądzie Najwyższym, także w Izbie Karnej, kwestionuje obecny porządek prawny, przekona się, że obecna droga prowadzi donikąd”.

- „Zwłaszcza że niedawno Sejm wybrał 15 sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa na podstawie niezmienionej od czasów poprzednich rządów ustawy. To dobitny dowód na to, że nie ma żadnych powodów, żeby nie uznawać określonych instytucji, żeby kwestionować powołania sędziowskie”

- zauważył.

Podkreślił przy tym, że nie jest to spór pomiędzy sędziami mianowanymi przed i po 2017 roku.

- „To nie jest tak, że starzy sędziowie to monolit. Są wśród nich osoby, które widzą, że sprawy zaszły za daleko. Wydaje się, że są nawet w większości. I wyraźnie mówią, że światełka w tunelu nie widać. Ale ich wypowiedzi odbieram w taki sposób, jakby uważali, że stoją pod ścianą, bo po tym wszystkim, co się wydarzyło, nie chcą zrobić kroku w tył. Co istotne, sędziów walczących z porządkiem prawnym jest może około stu na 9 tys. etatów sędziowskich”

- powiedział.

- „Oczywiście ja uważam, że to są politycy w togach i mówię to wprost. Ale to na pewno nie jest większość”

- dodał.