We wpisie na Facebooku odnosi się do tekstu Piotra Semki, który ukazał się najnowszym numerze „Do Rzeczy”. Autor publikujący również na Fronda.pl odnosi się m.in. do ostatnich słów Terlikowskiego, który popiera legalizację „małżeństw” jednopłciowych czy homoadopcje.
Jak zauważa o. Gniadek:
„Z twardego konserwatysty – publicysty «Frondy» i «Do Rzeczy», autora ostrej retoryki anty-LGBT – stał się krytykiem Kościoła instytucjonalnego, orędownikiem dialogu i łagodniejszego, bardziej inkluzywnego przekazu”.
Dalej pisze, że:
„Dawni sojusznicy z prawej strony oskarżają go o zmianę frontu i oportunizm. Lewica z kolei chętnie go cytuje jako «rozsądnego katolika», który potwierdza ich diagnozy. Nawet jeśli Terlikowski dokonuje tej zmiany w dobrej wierze – pod wpływem osobistych doświadczeń czy autentycznej refleksji – efekt pozostaje ten sam: jego wypowiedzi są instrumentalnie wykorzystywane do osłabiania pozycji Kościoła w debacie publicznej”.
Stwierdza, że strategia ta działa przede wszystkim w liberalnej bańce medialnej, jednak słabo przekonuje przeciętnych polskich katolików, spośród których większość wciąż pozostaje konserwatywna. Dodaje:
„Zamiast atakować Kościół z pozycji laickiej (co w Polsce nigdy nie było szczególnie skuteczne), znacznie lepiej jest promować wewnętrznego krytyka. To klasyczna metoda dzielenia obozu katolickiego i osłabiania jego konserwatywnego skrzydła – znana i stosowana także za granicą”.
W ocenie o. Gniadka, Terlikowski nie jest zdrajcą czy prorokiem, a jedynie symptomem głębokiej polaryzacji. Zauważa, że media chętnie robią z ludzi broń, podczas gdy prawda jak zawsze – leży najczęściej gdzieś „pomiędzy twardym tradycjonalizmem a bezkrytycznym «dialogiem» za wszelką cenę”. Podsumowuje:
„Krótko mówiąc: potrzebowali swojego katolika. I właśnie go mają”.
