Historyk nie ukrywa, że polityka pamięci prowadzona przez część ukraińskich elit pozostaje dla Polaków trudna do zaakceptowania. „Kult UPA i ciągłe pomniejszanie przez polityków ukraińskich wagi zbrodni wołyńskiej jest rzeczą, która nas głęboko dzieli” – napisał. Jednocześnie podkreślił, że choć historia ma ogromne znaczenie, nie może być jedynym kryterium kształtowania polityki państwa. „Wybory polityczne są związane z interesami bezpieczeństwa i gospodarczymi” – zaznaczył.
Kostro zwrócił uwagę, że problem z ostatnim gestem Zełenskiego nie sprowadza się wyłącznie do kwestii pamięci historycznej. W jego ocenie decyzja ukraińskiego prezydenta pokazała, że Warszawa nie jest traktowana przez Kijów z należytą uwagą. „Pokazał, jakie miejsce zajmuje Polska w jego polityce. Tzn. że można się z naszym krajem nie liczyć” – ocenił.
Zdaniem historyka oznacza to konieczność zmiany podejścia do relacji polsko-ukraińskich. „Współpraca z Ukrainą musi być oparta na fundamentach interesów, a nie sentymentów” – podkreślił. Jak dodał, zakończył się etap romantycznej wiary w szczególne relacje między oboma państwami, a bezwarunkowe poparcie może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.
Szczególne znaczenie ma jednak piąty punkt jego komentarza, który wywołał szeroką dyskusję w mediach społecznościowych. „Zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski nie jest Ukraina, tylko Rosja” – napisał Robert Kostro. Historyk ostro skrytykował osoby wykorzystujące obecny spór do szerzenia nastrojów antyukraińskich. „Festiwal medialny jaki fundują zarówno media jak i konta społecznościowe rozmaitym kreaturom, w tym takim, które brały moskiewskie pieniądze, były lub są rzecznikami interesów Kremla, a dziś przebierają się w szaty patriotów jest obrzydliwy i demoralizujący” – stwierdził.
Kostro zaapelował również o oddzielenie sporów politycznych od relacji międzyludzkich. Przypomniał, że miliony Ukraińców od ponad czterech lat żyją w cieniu rosyjskiej agresji, a setki tysięcy z nich pracują w Polsce, płacą podatki i uczestniczą w życiu gospodarczym kraju. „Ludziom, którzy od czterech lat cierpią i walczą z rosyjską agresją, należy się normalny szacunek i współczucie” – napisał.
Historyk zwrócił także uwagę na zjawisko zbiorowej odpowiedzialności, które coraz częściej pojawia się w internetowych dyskusjach. „Skandaliczne jest nazywanie Ukraińców banderowcami czy przypisywanie win jednostek całemu narodowi” – podkreślił. Dodał też, że większość współczesnych Ukraińców nie uczestniczy w polsko-ukraińskim sporze pamięciowym, a wiele uproszczeń funkcjonujących w debacie publicznej ma swoje źródła jeszcze w propagandzie sowieckiej.
W swoim wpisie Kostro przypomniał również o wymiarze gospodarczym obecności Ukraińców w Polsce. Zwrócił uwagę, że wobec pogłębiającego się kryzysu demograficznego polska gospodarka w wielu sektorach opiera się dziś na pracy cudzoziemców. „Bez pracowników ukraińskich dziś się nie ma budowy, sklepu, hotelu” – zauważył.
Choć autor nie pomija kwestii Wołynia ani błędów popełnianych przez ukraińskich polityków, przypomina jednocześnie o konieczności zachowania proporcji oraz świadomości, że główne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski nadal płynie ze strony Rosji.
