Według zapowiedzi Pentagonu w ciągu najbliższych miesięcy z Niemiec ma zostać wycofanych około 5 tys. amerykańskich żołnierzy. W tle tej decyzji znalazły się napięcia między Donald Trump a kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem dotyczące sytuacji międzynarodowej i wojny z Iranem. Trump nie wykluczył wcześniej, że część wojsk mogłaby trafić właśnie do Polski.

„Naszą intencją jest zwiększenie zdolności wojskowych amerykańskich w Polsce i na wschodniej flance” – podkreślił Paweł Zalewski podczas rozmów w Brukseli. Jak zaznaczył, ostateczne decyzje mają zostać ogłoszone prawdopodobnie w czerwcu, po zakończeniu amerykańskiego przeglądu globalnej obecności wojskowej.

Wiceszef MON ujawnił również, że istnieje już kilka propozycji lokalizacji dla nowych jednostek. „W tym momencie nie przesądzamy niczego, jeżeli chodzi o lokalizację. Jest kilka propozycji. Współpracujemy w tym zakresie z samorządami, które przedstawiły bardzo interesujące oferty” – powiedział.

Polska deklaruje gotowość nie tylko do przyjęcia żołnierzy, ale także do rozbudowy całej infrastruktury dla ich rodzin. „Tutaj mówimy tak naprawdę o wybudowaniu małego miasteczka. Ale to jest opłacalne, bo w ten sposób inwestujemy w nasze bezpieczeństwo” – zaznaczył Zalewski.

Wiceminister zwrócił uwagę, że obecność wojsk USA ma znaczenie nie tylko dla Polski, ale dla całej wschodniej flanki NATO. „Dobrze, żeby te wojska były tam, gdzie będą najbardziej potrzebne” – ocenił.

Obecnie w Polsce stacjonuje około 10 tys. amerykańskich żołnierzy – zarówno w ramach obecności rotacyjnej, jak i stałej. Najważniejsze bazy znajdują się m.in. w Redzikowie, Poznaniu, Powidzu, Żaganiu czy Toruniu. Rozbudowa obecności USA byłaby jednym z największych projektów wojskowych na wschodniej flance NATO od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej.