Stolica Apostolska opublikowała kilka dni temu niesamowicie rewolucyjny dokument, a nawet zestaw dokumentów. Chodzi o cały synodalny pakiet dotyczący… homoseksualizmu.

Papież Franciszek w 2021 roku zaczął globalny Proces Synodalny. Na potrzeby synodalnej transformacji Kościoła katolickiego stworzył kilkanaście Komisji Studyjnych. Powierzył im różne tematy. Niektóre zajmują się bardzo formalnymi sprawami, jak sposób wyboru biskupa, rola nuncjusza apostolskiego czy rola konferencji episkopatu. Inne mają na agendzie bardziej „wybuchowe” tematy.

Dotyczy to szczególnie Komisji Studyjnej nr 9. Teoretycznie miała zająć się „kontrowersyjnymi tematami” w obszarze doktryny, moralności i duszpasterstwa.

W praktyce zajęła się jednym tematem, czyli… homoseksualizmem.

Dlaczego watykańskich synodalistów akurat ten temat interesuje tak bardzo, nie wiem i wiedzieć wcale nie chcę. Dość, że napracowali się naprawdę solidnie. Przygotowali:

- ponad 30-stronicowy raport;
- krótkie 3-stronicowe omówienie raportu;
- aneksy ze „świadectwami” homoseksualistów.

Te „świadectwa” budzą od kilku dni ożywioną dyskusję w całym katolickim internecie. Nic dziwnego: to wypisz, wymaluj, natarczywa progejowska propaganda.

Jedno ze „świadectw” sporządził homoseksualista z Portugalii. Opowiada, że od 20 lat żyje ze swoim „mężem”. Uważa, że to sam Pan Bóg stworzył go jako homoseksualistę. Jest przekonany, że jego homoseksualny sposób życia jest miły Panu Jezusowi.

Drugie świadectwo wyszło spod ręki „geja” z Ameryki. To znany aktywista, współpracownik (nie)sławnego o. Jamesa Martina SJ. Jakiś czas temu odebrał od tego jezuity nawet „błogosławieństwo” dla siebie i swojego partnera, nota bene – czarnoskórego protestanta. Aktywista w „świadectwie” ogłosił, że gdyby „mógł wybrać”, to chciałby być „gejem”, bo to pozwala mu na wielką wrażliwość społeczną i jest wspaniałym darem od Boga…

To nie żart, takie teksty opublikowano w ramach synodalnych prac Watykanu! Co więcej, właściwy „Raport” Komisji Studyjnej nr 9 podchodzi do nich… bardzo pozytywnie. W raporcie można przeczytać, że Kościół katolicki musi „zmienić paradygmat”, że nie można kierować się „zasadami, pryncypiami, regułami”, które muszą ustąpić „bliskości duszpasterskiej” i „nawróceniu relacyjnemu”.

Mówiąc krótko, Watykan zaproponował czystą tęczową propagandę. Takich materiałów nie powstydziłaby się niemiecka Droga Synodalna, która uważa akty homoseksualne za moralnie doniosłe i godne polecenia.

Co najciekawsze, watykański raport twierdzi, że… nie ma czegoś takiego jak „uniwersalna prawda o ludzkości”. Wszystko, co człowiek może ustalić, przychodzi do nas przez określoną kulturę i przez „perspektywę narracyjną”. „Prawda Boża objawia się w historii”, czyli jest zmienna, zależna, niejasna, ewolucyjna, podatna na przekształcenia…

Nie ma żadnej stałej natury, nie ma obiektywnych norm i zasad, jest tylko relacja, inkluzja, spotkanie, doświadczenie…

Dla każdego, kto śledził z uwagą wystąpienia papieża Franciszka, jedno jest jasne. Tego synodalnego dokumentu o homoseksualizmie nie byłoby, gdyby nie Franciszkowa „rewolucja duszpasterska”, która lekceważy doktrynę i stawia na „różnorodność”. Nie jest zresztą przypadkiem, że raport Komisji Studyjnej nr 9 nieustannie odnosi się do różnych tekstów Jorge Mario Bergoglia.

Cytuje jednak również Leona XIV. Ostatecznie, to Leon jest papieżem. Może zrobić z raportem, co chce: uznać go za konstruktywny i nakazać urzędnikom Watykanu, by przygotowali jakieś twarde reformy zgodne z ideą tej tęczowej rewolty; albo też ocenić tekst jako stek bzdur i ideologicznej propagandy, który musi jak najszybciej wylądować na śmietniku kościelnej historii.

Co zrobi papież, zobaczymy. Fakt, że również za jego pontyfikatu w synodalnej komisji Watykanu swobodnie działają harcownicy ideologii LGBT, jest jednak głęboko niepokojący. Oby to wszystko skończyło się tak, jak na to zasługuje…