Sprawa wraca wraz ze zbliżającą się sesją Rady Miasta. I wraca jak wyrzut sumienia. Bo trudno nie zauważyć, że władze Gdańska od lat wykonują wokół tego projektu serię uników. Najpierw zapowiedzi „uporządkowania przestrzeni”, potem konsultacje, a w końcu – nagłe hamowanie.
Sama prezydent Aleksandra Dulkiewicz tłumaczyła decyzję o wstrzymaniu prac wprost: „Park Kulturowy narzucał dużo ograniczeń i nowych wydatków dla przedsiębiorców”. I dalej: „dużo osób mnie przekonywało do porzucenia prac nad Parkiem”.
Te słowa są kluczowe. Bo pokazują coś więcej niż tylko decyzję administracyjną. Pokazują mechanizm władzy, która nie prowadzi – tylko „reaguje”. Nie wyznacza kierunku – tylko nasłuchuje, kto głośniej krzyczy.
A przecież jeszcze chwilę wcześniej narracja była zupełnie inna. „Wracamy dziś do pomysłu utworzenia Parku Kulturowego” – mówiła prezydent, zapowiadając dialog i rozwiązania dla mieszkańców. Miało być uporządkowanie chaosu, walka z hałasem, regulacja handlu, kontrola przestrzeni.
I co z tego zostało?
Zostało jedynie wrażenie chaosu decyzyjnego. Bo z jednej strony władze przyznają, że problem istnieje – niekontrolowany handel, hałas, presja turystyki, degradacja przestrzeni. Z drugiej – cofają się, gdy pojawia się opór.
Nie brakuje też głosów rozczarowania. Przedsiębiorcy zarzucali władzom brak realnego dialogu: „żadna z organizacji przedsiębiorców (…) nie została powiadomiona o przygotowywaniu projektu”. Z kolei mieszkańcy coraz częściej mówią o przeciągającym się stanie zawieszenia – bez decyzji, bez jasnych zasad, bez odpowiedzialności. Po prostu chaos.
I tu pojawia się zasadnicze pytanie: czy Gdańsk jest jeszcze zarządzany, czy już tylko administrowany?
Bo park kulturowy nie jest techniczną uchwałą o szyldach i reklamach. To decyzja o tym, czym ma być miasto: przestrzenią życia mieszkańców czy turystycznym produktem bez kontroli.
Władze Gdańska doskonale to wiedzą. Dlatego przez lata próbują „szukać kompromisu”. Problem w tym, że kompromis w takich sprawach często oznacza brak decyzji. A brak decyzji – to decyzja sama w sobie.
Zbliżająca się sesja Rady Miasta będzie więc czymś więcej niż głosowaniem nad uchwałą. Będzie testem politycznej odwagi.
Czy ratusz wróci do projektu i podejmie trudną decyzję?
Czy znów usłyszymy o „dialogu”, „analizach” i „kolejnych konsultacjach”?
Historia ostatnich lat nie daje powodów do optymizmu. Bo jeśli coś konsekwentnie przebija się z działań władz Gdańska, to nie wizja – lecz unikanie kosztów politycznych.
A miasto? Miasto zostaje w zawieszeniu i niepewności… Nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz.
Zenon Witkowski
