Po przejęciu władzy przez juntę wojskową kierowaną przez Assimi Goïtę, Mali zdecydowało się zakończyć współpracę z Francją i zaprosić w jej miejsce rosyjskich najemników, wywodzących się z dawnej Grupy Wagnera, dziś funkcjonujących jako tzw. „Korpus Afrykański”. Miało to przynieść stabilizację – rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej brutalna.

Jak informuje France 24, rosyjscy najemnicy zostali zmuszeni do opuszczenia bazy w strategicznie położonym mieście Kidal. Porozumienie w tej sprawie ogłosili tuarescy rebelianci z Frontu Wyzwolenia Azawadu, działający w powiązaniu z ugrupowaniami dżihadystycznymi. To symboliczny moment, pokazujący ograniczoną skuteczność nowych sojuszników władz w Bamako.

Jeszcze bardziej dramatyczne wydarzenia miały miejsce w samej stolicy kraju. Według relacji Reutersa, powiązana z Al-Kaidą organizacja JNIM przeprowadziła skoordynowane ataki na kluczowe obiekty państwowe. W ich wyniku zginął minister obrony Mali, generał Sadio Camara. Islamiści ogłosili, że ich celem była „nie tylko rezydencja ministra, ale także prezydent i międzynarodowy port lotniczy w Bamako”.

Rosyjskie źródła państwowe próbują przekonywać, że najemnicy wspierają malijską armię w walce z ekstremistami. Jednak skala i intensywność ostatnich ataków wskazują, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Eksperci cytowani przez Reutersa podkreślają, że mimo zwiększonej obecności wojskowej, ugrupowania islamistyczne „utrzymują inicjatywę operacyjną na znacznym obszarze kraju”.

Mali od ponad dekady pogrążone jest w kryzysie bezpieczeństwa. Już od 2012 roku północne i centralne regiony kraju znajdują się pod silnym wpływem grup powiązanych z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim. Wycofanie sił francuskich i zmiana sojuszy miały odwrócić ten trend – dziś coraz więcej wskazuje na to, że przyniosły odwrotny skutek.