Polityk zauważa, ze:

„Premier polskiego rządu powiedział wprost, że «największym i najważniejszym pytaniem dla Europy» jest to, czy Waszyngton dotrzyma traktatowych zobowiązań obronnych. Można zrozumieć niepewność – ale jest zasadnicza różnica między dyplomatyczną rozmową z sojusznikiem, a publicznym zakwestionowaniem jego wiarygodności na łamach brytyjskiego dziennika. Pierwsze jest polityką. Drugie podważaniem własnej pozycji negocjacyjnej, obliczone na uzyskanie poklepania po plecach na unijnym rynku wewnętrznym”.

Dodaje przy tym, że jednocześnie kanclerz Merz prowadzi z Waszyngtonem:

„[…] konsekwentną, cichą i skuteczną politykę zbliżenia. Niemcy budują kapitał zaufania w administracji Trumpa. Polska zaś, za sprawą wywiadu swojego premiera – bez powodu staje się tematem riposty Białego Domu i pytań o lojalność sojuszniczą. To nie jest przypadkowy zbieg okoliczności. To jest wynik różnicy w klasie prowadzenia polityki zagranicznej”.

Morawiecki ocenił, że sygnalizowanie wątpliwej jedności Zachodu w sytuacji, gdy Rosja „logistycznie przygotowuje się do prowokacji” należy ocenić jako co najmniej nierozważne, szczególnie biorąc pod uwagę znajdowanie się przez Polskę na wschodniej flance NATO. Dodał, że to Polacy, a nie czytelnicy Financial Timesa, poniosą konsekwencje słów, jakie Tusk wypowiada publicznie.

„Bezpieczeństwo Polski wymaga twardego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, nie jako ideologicznego wyboru i bez względu na to, która z partii aktualnie sprawuje tam rządy – to element geopolitycznej konieczności. My jako Zjednoczona Prawica to rozumieliśmy współpracując z każdą administracją” – podkreśla były premier.

Dodaje, że rząd publicznie pytający o to, czy ów sojusz jest wiarygodny, jednocześnie osłabia argumenty za jego utrzymaniem, a każde takie powątpiewanie to woda na młyn dla tych w Waszyngtonie, którzy chętnie zredukowaliby zaangażowanie USA w Europie.

„Polska zasługuje na rząd, który rozumie, że w dyplomacji liczy się nie tylko to, co się mówi, ale gdzie, kiedy i do kogo. Wywiad dla «Financial Times» to nie było właściwe miejsce na tego rodzaju refleksje” – podsumował swój wpis Morawiecki.