Chodzi oczywiście o głośny wywiad Donalda Tuska dla „Financial Times”, w którym to szef polskiego rządu nie tylko podważał sojusz polsko-amerykański i współprace w ramach NATO, ale też straszył możliwym atakiem Rosji. Dodał, że może ona uderzyć na jednego z członków NATO w przeciągu najbliższych miesięcy, a nie lat. Do tych słów odnieśli się goście Krzysztofa Stanowskiego na antenie Kanału Zero.
Stanowski stwierdził, że trudno mu wyobrazić sobie, że Rosja, która od czterech lat nie potrafi zająć Ukrainy, nagle miałaby ją podbić i ruszyć na Polskę czy inny kraj NATO. Dodał, że w jego ocenie chodzi o próbę ugrania czegoś dla Polski, rozgrywanie kart dyplomatycznych.
Gen. Andrzejczak podkreślił, że takie słowa są „absolutnie szkodliwe”:
„Skoro tak faktycznie jest, to coś robimy? Ogłaszamy mobilizację częściową gospodarki, robimy ćwiczenia alarmowe w kraju, powołujemy obowiązkową służbę wojskową?”.
Dalej zauważył, że żadne z czynności, jakie powinny wynikać z takiej narracji, nie są podejmowane, a „w tym samym czasie uspokajamy”. Podkreślił mocno, że jest to szkodliwe, ponieważ brak łączności między komunikatem a właśnie czynnościami:
„To tak w strategii nie może wyglądać”.
Generał Rajmund Andrzejczak o słowach Donalda Tuska o niedalekiej wojnie z Rosją:
— Pan_komentator (@PanP23929) April 27, 2026
„Szkodliwe, absolutnie szkodliwe”.
„To jest szkodliwe, ponieważ nie ma łączności między komunikatem a czynnościami, no to tak w strategii nie może wyglądać”.
Premier mówi o wojnie w ciągu miesięcy… pic.twitter.com/yN7rL3Cfu1
