We wtorek europoseł PiS Dominik Tarczyński poinformował, że nie został wpuszczony do Wielkiej Brytanii, gdzie miał wygłosić przemówienie na marszu „Unite the Kingdom, Unite the West”. Wcześniej premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer zapowiedział, że uniemożliwi wjazd do Wielkiej Brytanii „skrajnie prawicowym agitatorom”, którzy chcieliby wziąć udział w tym wydarzeniu. Dziś ponownie zabrał głos w tej sprawie.

- „Zawsze będę popierał pokojowe protesty. Ale organizatorzy marszu Zjednocz Królestwo szerzą nienawiść i podziały. Już zablokowaliśmy wizy dla skrajnie prawicowych agitatorów, którzy chcą przyjechać tutaj, by głosić swoje ekstremistyczne poglądy. Nie reprezentują przyzwoitej, sprawiedliwej i pełnej szacunku Brytanii, jaką znam”

- stwierdził.

Na jego słowa zareagował europoseł Tarczyński.

- „Jestem demokratycznie wybranym Posłem do Parlamentu Europejskiego. Reprezentuję Unię Europejską. Zapłacisz za nazwanie mnie podżegaczem nienawiści. Cierpliwie poczekam, aż Brytyjczycy wrzucą cię na śmietnik historii. Wtedy przyjdę, by bronić mojego honoru oraz honoru moich wyborców w sądzie. Nie zapomnę”

- napisał na X.com.

Głos zabrał też brytyjski dziennikarz Tommy Robinson.

- „Zbanowałeś demokratycznie wybranych urzędników i niezależnych dziennikarzy przed wjazdem do NASZEGO kraju, aby relacjonowali wydarzenie, które łączy wszystkie grupy społeczne przeciwko znienawidzonym palantom takim jak ty. Ludzie chcą Unite The Kingdom. Nie chcą CIEBIE”

- zwrócił się do premiera Starmera.

Dni Starmera na urzędzie premiera policzone?

Tymczasem dni Starmera na urzędzie premiera zdają się coraz bardziej policzone. Z jego rządu odchodzą kolejni ministrowie. Wczoraj z urzędu zrezygnował minister zdrowia Wes Streeting stwierdzając, że „stracił zaufanie do przywództwa premiera Keira Starmera”. Ustąpienia premiera domaga się coraz większa liczba posłów Partii Pracy.