Do Polski miało trafić 4 tys. amerykańskich żołnierzy z 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii wraz ze sprzętem. Przerzut tych sił do naszego kraju został jednak odwołany, o co w czasie wysłuchania w Kongresie zapytany dziś został dowódca amerykańskich sił lądowych.
- „My, szef dowództwa bojowego (Dowództwa Europejskiego), generał (Alexus) Grynkewich otrzymaliśmy instrukcje dotyczące redukcji sił. Współpracowałem z nimi, ściśle konsultując (…) i uznaliśmy, że najbardziej sensowne byłoby, aby ta brygada nie wysyłała swoich sił na teatr działań”
- powiedział gen. Christopher LaNeve.
Potwierdził przy tym, że część brygady była już w Polsce i trwał tranzyt sprzętu. Decyzja o ich odwołaniu miała zapaść w ciągu ostatnich kilku dni lub dwóch tygodni. Decyzję też oraz sposób jej podjęcia w czasie posiedzenia zgodnie skrytykowali zarówno reprezentanci Partii Republikańskiej, jak i Demokraci.
- „Biorąc pod uwagę fakt, że administracja również odwołała lub wycofuje 5 tys. żołnierzy z Niemiec, przepraszam, ale uważam, że to okropny sygnał, bo nasi przeciwnicy i sojusznicy zwracają na to uwagę”
- mówił Joe Courtney z Partii Demokratycznej.
Reakcja na wypowiedź premiera?
Przypomnijmy, że niedawno prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump mówił o możliwości przeniesienia do Polski żołnierzy wycofywanych z Niemiec.
- „Mamy świetne relacje z Polską, ja mam świetne relacje z prezydentem [Karolem Nawrockim]. Pamiętacie, poparłem go, a on wygrał, mimo że był daleko z tyłu. Jest wielkim fighterem i świetnym gościem, bardzo go lubię, więc to możliwe”
- stwierdził.
W szokujący sposób na tę możliwość zareagował jednak premier Donald Tusk stwierdzając, że „nie powinniśmy jako państwo podbierać”.
- „Nie pozwolę na to, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim”
- powiedział.
Stąd w mediach pojawiają się pytania, czy nagła decyzja dot. żołnierzy mających stacjonować w Polsce nie jest reakcją na kolejne wypowiedzi premiera Donalda Tuska, uderzające w administrację Donalda Trumpa.
