Ojciec Kolbe, więzień numer 16670, urodzony 8 stycznia 1894 roku w Zduńskiej Woli, trafił do KL Auschwitz w maju 1941 roku. W lipcu dobrowolnie oddał życie za współwięźnia, Franciszka Gajowniczka – ojca rodziny.
Skazany na śmierć głodową, przez 16 dni konał w bunkrze. Gdy Niemcy przerwali egzekucję, 14 sierpnia 1941 roku o godz. 12:50 został zamordowany zastrzykiem fenolu. Jego ciało spalono w obozowym krematorium.
W jednym, jedynym jego liście do matki nie ma skargi ani oskarżenia. Jest troska o matkę i zdanie, które stało się symbolem: „U mnie jest wszystko dobrze”. Dla wielu to streszczenie całej postawy świętego – wiary, odwagi i miłości silniejszej niż śmierć. Dziś pamięć o nim pozostaje częścią polskiego i europejskiego sumienia.
