Okazuje się, że z pozoru niewinne słowo „normalizacja” zostało przez krytyków duchownego wyjęte z kontekstu. Kard. Sako zastosował je w rozumieniu duchowym i społecznym: wzywając do pojednania, uzdrowienia, zaufania i stabilizacji po latach konfliktu w społeczeństwie irackim, nie wiążąc go z polityką.
Tymczasem w Iraku mówienie o „normalizacji” kojarzy się wielu ze skrótowym określeniem na „normalizację” stosunków z Izraelem, co jest tematem tabu, mogącym wywołać natychmiastowe oburzenie. Słowa patriarchy spotkały się z gwałtowną reakcją w mediach społecznościowych. Pojawiły się oskarżenia o zdradę, apele o dochodzenie, aresztowanie kardynała, a wśród nich także osobiste pogróżki. Niektóre radykalne ugrupowania islamistów wręcz zaczęły nawoływać do egzekucji duchownego.
Patriarchat Kościoła chaldejskiego wystosował oświadczenie, dążąc do wyjaśnienia sytuacji i podkreślając, że słowa „normalizacja” użyto w kontekście czysto religijnym. Jednocześnie zanegował, by miało ono związek z Izraelem. Katolicy obrządku chaldejskiego w większości nie dopatrzyli się kontekstu politycznego w słowach kardynała. Uważają jednocześnie, że jest to nie tyle nieporozumienie, co celowe uderzenie w lidera Kościoła, który opowiada się za pokojowym współistnieniem w podzielonym społeczeństwie Iraku.
Wyjaśnienie patriarchatu nie uspokoiło gwałtownych reakcji. Tymczasem media cytują słowa samego kard. Sako, który miał powiedzieć: „Jeśli chcą mnie postawić przed sądem i dokonać mojej egzekucji dla dobra Iraku, niech tak będzie”. Atak na kardynała oraz jego słowa są przykładem tego, jakie ryzyko ponoszą chrześcijańscy liderzy w państwie, w którym słowa na temat pokoju i jedności mogą zostać zniekształcone przez pryzmat polityczny.
