Prezes spółki Przemysław Kral utrzymuje, że były to środki należące do firmy. „To pieniądze z kapitałów własnych” – miał przekonywać. Jednak część prawników i obserwatorów rynku nie wyklucza innego scenariusza. „Jest podejrzenie, że były to pieniądze klientów. Gdzie mogą być? Tego być może nigdy nie uda się ustalić” – czytamy.

Wątpliwości pogłębia wątek zagranicznych powiązań spółki. Mec. Robert Nogacki zwraca uwagę, że każdy dzień opóźnienia działa na niekorzyść poszkodowanych. „Każdy tydzień zwłoki oznacza ryzyko dalszych transferów poza zasięg egzekucyjny” – podkreśla. Jego zdaniem szczególnie niepokojący jest kierunek, w którym mogą trafiać środki. „Kończy się on na tropikalnych wyspach Bahama, gdzie swoją spółkę córkę miał właściciel Zondacrypto” – wskazuje.

Prawnik nie kryje gorzkiej ironii, odwołując się do popkultury: „Dlaczego tam? W Casino Royale Bond spotyka Le Chiffre’a na Bahamach. Kino wybrało tę wyspę na scenografię prania pieniędzy i załatwiania spraw, które nigdzie indziej nie dałyby się załatwić dyskretnie. Scenarzyści nie byli szczególnie pomysłowi. Po prostu uważnie czytali gazety”.

Do sprawy odnosi się również mec. Bartosz Stasik, który wskazuje na trudności prawne w dochodzeniu roszczeń. „Bahamy nie są stroną europejskich konwencji ułatwiających zabezpieczenia. Jeśli tam są pieniądze klientów, to jest pozamiatane” – ocenia.

Kluczową postacią całej sprawy pozostaje właściciel i prezes Zondacrypto, Przemysław Kral. To on stoi na czele rozbudowanej, międzynarodowej struktury właścicielskiej obejmującej podmioty z Estonii i Szwajcarii. Z dokumentów wynika, że poprzez spółkę Divisio Holding AG kontroluje działalność giełdy wywodzącej się z BB Trade Estonia OÜ. Jednocześnie pojawiają się pytania o jego decyzje biznesowe i nadzór nad przepływami finansowymi. W kontekście śledztwa jego rola staje się centralna – zarówno jako osoby zarządzającej firmą, jak i potencjalnego źródła wyjaśnień dotyczących losu środków.

Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura na Śląsku. Skala sprawy jest ogromna – liczba poszkodowanych może sięgać nawet 30 tysięcy osób, a straty szacowane są na około 350 mln zł. W tle pojawiają się porównania do upadku giełdy FTX, która również posiadała swoją strukturę na Bahamach.

Dla wielu klientów to nie tylko sprawa finansowa, ale także osobista tragedia – utracone oszczędności życia i rosnące poczucie bezradności wobec skomplikowanych międzynarodowych mechanizmów finansowych.