„Nie ma jednego Islamu, nie ma jednej tradycji, nie ma w Islamie jednego centrum doktrynalnego” – podkreśla Szczęsny w analizie opublikowanej w mediach społecznościowych. I dodaje: „obie skrajności funkcjonują równolegle obok siebie, przenikają się i walczą między sobą o uznanie”.

Ten brak centralnego autorytetu odróżnia islam od katolicyzmu i zbliża – jak wskazuje autor – raczej do świata protestanckiego. Rdzeń pozostaje niezmienny: Koran, sunna, monoteizm i proroctwo Mahometa. Jednak to, co decyduje o realnym funkcjonowaniu tej religii w polityce i społeczeństwie, jest zmienne. „Prawo (fiqh) jest tworem ludzkim, interpretacją boskiego porządku, a nie jego bezpośrednim odbiciem” – pisze Szczęsny.

Właśnie w tym miejscu rodzi się napięcie. Różne szkoły prawne – od hanafickiej po hanbalicką – inaczej interpretują teksty święte, co przekłada się na modele państwowości: od pragmatycznych po ideologiczno-rewolucyjne. „Islam nie jest jedną doktryną. Jest systemem tekstów stałych interpretowanych przez historycznie zmienny aparat prawa i teologii” – zaznacza autor.

Szczególną uwagę zwraca na rozróżnienie między szariatem jako „idealnym porządkiem boskim” a fiqh jako jego doczesną realizacją. To właśnie ta różnica sprawia, że – jak pisze – „społeczność muzułmańska żyje w permanentnym napięciu między tym, co powinno być, a tym, co jest możliwe w praktyce politycznej”.

W analizie pojawia się również pojęcie „maslaha”, czyli dobra wspólnoty, które może uzasadniać odstępstwa od literalnej interpretacji prawa. Ale to właśnie takie odstępstwa stają się źródłem sporów wewnętrznych. „Duże rzesze oczekują zasadniczej spójności między prawem a praktyką władzy” – zauważa Szczęsny.

Kluczowym elementem jego rozważań jest także kwestia odmiennych fundamentów prawnych. „Podmiotem prawa nie jest obywatel, ale członek wspólnoty religijnej” – podkreśla. To oznacza, że zachodnie rozumienie praw człowieka – oparte na równości jednostek – nie znajduje bezpośredniego odpowiednika w świecie islamu.

Autor wskazuje również na pojęcie „waqf”, czyli „własności Boga”, które w historii bywało rozszerzane na podbite terytoria. „Wszędzie tam, gdzie sztandar Proroka został raz podniesiony – tam ziemia staje się ‘waqf’ i nie może zostać oddana” – pisze Szczęsny, odnosząc się do współczesnych konfliktów, w tym do sporu o Jerozolimę.

W jego ocenie to właśnie niezrozumienie tych mechanizmów prowadzi do błędów Zachodu. „Zachód po prostu nie rozumie dobrze ani motywacji, ani zasad, którymi świat ten się rządzi” – stwierdza. Jednocześnie ostrzega przed instrumentalnym wykorzystywaniem tego braku wiedzy: „różne środowiska muzułmańskie nauczyły się znakomicie z tego korzystać – używają języka akceptowalnego dla Zachodu, a wewnętrznie operują inną logiką”.

Szczęsny krytycznie odnosi się także do podejścia części zachodnich elit, w tym przywódców religijnych. Jego zdaniem uproszczony, jednolity obraz islamu prowadzi do fałszywego poczucia bezpieczeństwa. Wskazuje m.in. na ruchy takie jak Bractwo Muzułmańskie, cytując jego ideowe hasło: „Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą. Koran naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć w imię Allaha jest naszą nadzieją”.

To – jak podkreśla – także jest część rzeczywistości islamu, podobnie jak działalność organizacji takich jak Al-Kaida czy tzw. Państwo Islamskie. „Islam w swojej konstrukcji wciąż ma potencjał wytwarzania takich postaw” – ocenia.

W efekcie powstaje obraz świata, który nie daje się zamknąć w prostych kategoriach. Ani idealizacja, ani demonizacja nie prowadzą do zrozumienia. Jak wynika z analizy Szczęsnego, kluczowe jest rozpoznanie wewnętrznej złożoności islamu oraz świadomość, że jest to system dynamiczny, pluralistyczny i głęboko zakorzeniony w odmiennym porządku cywilizacyjnym.

W tym kontekście pojawia się jeszcze jeden, rzadziej poruszany, ale kluczowy wymiar – instrumentalizacja islamu przez aktorów geopolitycznych. W wielu analizach bezpieczeństwa wskazuje się, że różne państwa i ośrodki wpływu potrafią wykorzystywać napięcia wynikające z obecności społeczności muzułmańskich w Europie do osłabiania spójności Zachodu. Mechanizm ten polega zarówno na wspieraniu określonych nurtów ideologicznych, jak i na podsycaniu konfliktów tożsamościowych poprzez dezinformację, presję migracyjną czy finansowanie struktur religijnych. Jak zauważa Szczęsny, „Zachód nakłada na Islam własne kalki interpretacyjne”, co czyni go podatnym na manipulację i błędną ocenę zagrożeń. W praktyce oznacza to, że spory wokół integracji, prawa religijnego czy wolności słowa mogą być wykorzystywane jako narzędzie destabilizacji – nie tylko przez środowiska radykalne, ale także przez państwa rywalizujące z Zachodem. W efekcie islam jako zróżnicowany i dynamiczny system, bywa wciągany w szerszą grę strategiczną, w której staje się jednym z elementów walki o wpływy i rozbijanie jedności świata zachodniego oraz szerzej – cywilizacji wyrosłej na chrześcijaństwie.