Sprawa dotyczy wydarzeń z 2025 roku na przejściu granicznym w Słubicach. Prokuratura zarzuca działaczowi m.in. znieważenie funkcjonariuszy oraz „nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym”. W połowie marca sąd pierwszej instancji uznał jednak, że „czyny zarzucane (…) nie noszą znamion przestępstwa” i umorzył postępowanie.
Decyzja ta została zaskarżona przez śledczych. Sąd odwoławczy wskazał, że materiał dowodowy nie został w pełni przeanalizowany, co skutkowało koniecznością ponownego rozpoznania sprawy przez innego sędziego.
Sam Robert Bąkiewicz ostro skomentował tę decyzję. W mediach społecznościowych napisał: „To, co wcześniej Sąd w Słubicach zmiażdżył i na czym nie zostawił suchej nitki, teraz nagle wraca na wokandę. Absurd”. W innym fragmencie dodał: „Widać, że wraca stara stalinowska zasada – dajcie mi człowieka, znajdę na niego paragraf”.
Działacz podniósł również kwestię tempa procedowania sprawy, wskazując: „Normalni Polacy czekają na sprawiedliwość latami, ale gdy trzeba uderzyć w Bąkiewicza, machina (…) działa z prędkością światła”. Jego zdaniem działania wymiaru sprawiedliwości mają charakter polityczny, a sam proces zamierza wykorzystać jako platformę do przedstawienia swoich racji: „Wykorzystam ten proces, żeby pokazać całej Polsce, jak wygląda prawda o nielegalnej migracji”.
