W rozmowie na antenie Telewizji wPolsce24 dominikanka nie kryła emocji i bezradności wobec planowanych zmian legislacyjnych. „My się chyba poddamy, raczej nie wygramy z systemem. Narracja pani minister jest nieprzejednana. Tam nie ma dialogu z nami, nie jesteśmy słyszane” – mówiła, wskazując na brak realnej komunikacji między prowadzącymi placówkę a administracją państwową.

Sednem sporu jest projekt nowelizacji ustawy o pomocy społecznej, w którym pojawia się zapis o tzw. deinstytucjonalizacji. W praktyce ma to oznaczać ograniczenie funkcjonowania placówek opiekuńczych dla dzieci i przeniesienie ciężaru opieki na rodziny zastępcze oraz nowe ośrodki terapeutyczne. Problem w tym – jak podkreśla siostra Myk – że system nie jest na to gotowy.

„Od trzech tygodni żyjemy w szoku, ponieważ dostałyśmy informację, że od przyszłego roku Dom Chłopaków i podobne do naszego domy nie będą mogły już przyjmować dzieci” – relacjonowała. Dodała przy tym, że choć idea wsparcia rodzin zastępczych jest słuszna, to rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: „Realia pokazują, że do nas trafiają dzieci właśnie z tych rodzin, gdzie niepełnosprawności są tak ogromne, iż zaburzają funkcjonowanie każdej rodziny”.

Szczególnie mocno wybrzmiewa argument o braku alternatywy. „Zdrowe dzieci nie mają dla siebie rodzin adopcyjnych, a państwo ma nadzieję, że dzieci z ogromnymi niepełnosprawnościami znajdą takie rodziny w Polsce” – mówiła dominikanka, wskazując na systemową sprzeczność.

Według niej, zmiany mogą doprowadzić do sytuacji, w której dzieci wymagające całodobowej, specjalistycznej opieki zostaną pozbawione bezpiecznego miejsca. „To jest dla nas informacja, że nie jesteśmy potrzebne. Problemem jest tylko to, że rodziny stracą miejsce, w którym dziecko mogłoby być bezpieczne” – podkreśliła.

Siostra Myk zwraca także uwagę na sposób prowadzenia rozmów z resortem. „Negocjacje polegają na tym, że jest ciągle jak mantra powtarzane: żaden dom nie będzie zamykany. Natomiast nie mówi się wprost, że od przyszłego roku będzie zakaz przyjmowania dzieci” – wskazała, sugerując, że komunikacja publiczna nie oddaje rzeczywistego charakteru zmian.

W jej ocenie Polska wypracowała model opieki, który budzi uznanie także za granicą. „Przyjeżdżają do nas ludzie z Zachodu i są oszołomieni, że my nawiązujemy więzi. Słowiańskie serce umie nawiązać więź z powykręcanym dzieckiem” – mówiła, dodając: „My dostrzegamy w nich inne piękno i wartość życia”.

Dominikanka nie ukrywa, że dalsza walka o przyszłość ośrodka staje się coraz trudniejsza. „Chyba się poddamy z siostrami, ile można się kopać z koniem. Oddałyśmy życie, zdrowie, żeby dać tym dzieciom nadzieję” – przyznała.

Na razie placówka w Broniszewicach będzie funkcjonować dalej dla obecnych podopiecznych. „Ustawa nie działa wstecz, chłopcy z nami zostają już do śmierci” – zaznaczyła siostra Myk. Jednak przyszłość kolejnych dzieci wymagających specjalistycznej opieki pozostaje wielką niewiadomą.