Według niedawnego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez NBC News w lutym i marcu, 42 proc. Amerykanów wyraziło pozytywny pogląd o Leonie XIV, a jedynie 8 proc. oceniło go negatywnie, co przekłada się na dodani bilans sympatii wynoszący +34 punkty. W przypadku Donalda Trumpa te wskaźniki wyglądają następująco: 41 proc. badanych oceniło go pozytywnie, 53 proc. negatywnie, co daje bilans sympatii wynoszący –12 punktów.
Dla porównania: badanie opinii publicznej przeprowadzone przez Gallupa w lipcu 2025 r. pokazywało, że 57 proc. Amerykanów postrzegało Leona XIV pozytywnie, a 11 proc. negatywnie. W przypadku Trumpa korzystną opinię o nim miało 41 proc. osób, a 57 negatywną.
Interesujące są badania przeprowadzone wśród katolickich wyborców, których głos odgrywa decydującą rolę, gdy różnica między kandydatami jest niewielka. Beacon Research oraz Shaw & Company Resarch przeprowadzili badanie opinii dla Fox News między 28 lutego a 2 marca, które pokazało, że Trump cieszył się aprobatą 52 proc. katolików, a 48 proc. wyrażało dezaprobatę dla jego rządów. Jednak badanie tych samych firm z 20-23 marca wykazało odwrócenie trendu: 48 proc. katolików popierało jego politykę, a 52 proc. wyraziło dezaprobatę, co dało bilans sympatii: – 4 punkty.
Jorge Enirque Mújica, komentując te wyniki na portalu „Zenit”, uważa, że „ta nagła zmiana sugeruje coś więcej niż rutynowe wahanie. Wskazuje na potencjalną zmianę stanowiska wynikającą, przynajmniej częściowo, z narastającego widocznego napięcia między Białym Domem a Watykanem”. Papież Leon XIV nie wahał się skrytykować niektóre aspekty polityki zagranicznej USA ze względów moralnych. Tymczasem Trump „broni swojej strategii jako koniecznej dla bezpieczeństwa narodowego, gdy jego administracja kładzie nacisk na zdecydowane działanie, by zneutralizować zagrożenia”.
Publicysta twierdzi, że nie chodzi tu jedynie o „retorykę dyplomatyczną”, a nawet niewielka różnica procentowa w przypadku katolickich wyborców może zmienić wyniki amerykańskich wyborów politycznych, gdyż nie stanowią oni „monolitycznego bloku”. Obecna sytuacja jest też odmienna od poprzednich, gdyż dużą rolę odgrywa tu tożsamość samego Leona XIV: jest on „światowym przywódcą religijnym, a w rozumieniu kulturowym, częścią tkanki narodowej” Stanów Zjednoczonych. „Ta podwójna tożsamość może zwiększyć jego wpływ wśród amerykańskich katolików, którzy stoją teraz w obliczu widzialnej rozbieżności między ich przywództwem politycznym a głową ich Kościoła”.
Wprawdzie dla Watykanu takie przypadki nie są czymś „całkowicie nowym, ale rzadko są tak bezpośrednie” – twierdzi dalej komentator portalu „Zenit”. Stolica Apostolska stara się uniknąć uwikłania w stronnicze spory, podkreślając uniwersalność zagadnień moralnych. „Jednak, kiedy takie moralne stanowiska krzyżują się z konkretnymi decyzjami politycznymi – szczególnie w kwestii wojny – rozróżnienie to może stać się niejasne w percepcji publicznej”.
Kwestia dotyczy tego – uważa publicysta – czy wyborcy katoliccy będą priorytetowo traktować względy strategiczne czy podstawy etyczne, gdy dochodzi do konfliktu między nimi. Stanowi to wyzwanie dla administracji Trumpa, która musi uwzględnić wrażliwość katolickich wyborców. Tymczasem „Biały Dom stanowczo broni swoich działań”, tłumacząc się, że tego wymaga sytuacja zagrożenia.
jjf/zenit.org
