Unijne plany objęcia obronności tzw. „czystą transformacją” wywołały ostrą reakcję ekspertów. Po przyjęciu przez Radę UE konkluzji dotyczących „dyplomacji energetycznej i klimatycznej”, które obejmują także funkcjonowanie armii, prof. Romuald Szeremietiew nie pozostawił na tym pomyśle suchej nitki. W rozmowie dla mediów ocenił go jednoznacznie: „To jest skrajny idiotyzm. W jaki sposób oni zamierzają w armiach narodowych wprowadzić ów klimatyczny wymóg? W stosunku do używanego sprzętu? Prowadzenia szkoleń? Przecież to jest bez sensu”.
Decyzja Rady UE odzwierciedla szerszy trend rozszerzania polityki klimatycznej na kolejne obszary życia publicznego, w tym – o zgrozo! – na bezpieczeństwo i obronność. Według unijnych dokumentów „czysta transformacja” ma wzmacniać suwerenność i zdolności strategiczne Europy, a także poprawić gotowość do reagowania na zagrożenia. W praktyce oznacza to m.in. rozważania nad ograniczeniem wykorzystania paliw kopalnych w armii czy wdrażaniem „zielonych” technologii w sprzęcie wojskowym.
Zdaniem prof. Szeremietiewa jest to jednak dowód całkowitego oderwania od realiów. „To jest tak chore, że trudno mi uwierzyć, że ktoś doszedł do takiego stopnia ogłupienia. Trudno to wytłumaczyć” – mówi ekspert. W jego ocenie problemem jest brak kompetencji instytucji unijnych w tej dziedzinie: „To jest sytuacja taka, jak ktoś bierze się za coś, do czego nie ma kompetencji”.
Były wiceminister obrony przypomina, że Unia Europejska nie została powołana jako struktura militarna. „Najpierw Europejska Wspólnota Węgla i Stali, później EWG, a następnie Unia Europejska – one w swoich założeniach nie miały żadnych kwestii związanych z obronnością. Od bezpieczeństwa Europy był, jest i pozostaje Sojusz Północnoatlantycki NATO” – podkreśla.
Szeremietiew zwraca uwagę, że próby budowania autonomii obronnej UE bez realnych struktur wojskowych i doświadczenia mogą przynieść odwrotny skutek. „Unia nie ma żadnych kompetencji w sferze obronności, nie ma odpowiednich instytucji, nie zrobiono niczego, żeby miała. Trzeba by przekształcić traktaty i dopiero wtedy budować system. Tymczasem funkcjonariusze unijni rzucają pomysły od czapy” – zaznacza.
Ekspert odnosi się także do roli państw zachodnich, szczególnie Niemiec, w debacie o bezpieczeństwie. Jego zdaniem Europa przez lata zaniedbywała własne zobowiązania w ramach NATO. „W Traktacie Waszyngtońskim jest nie tylko art. 5, ale też art. 3, który mówi, że każde państwo ma obowiązek wzmacniać własne zdolności obronne. Tymczasem część państw korzystała z bezpieczeństwa gwarantowanego przez USA” – przypomina.
W tym kontekście koncepcja „zielonej armii” jawi się – według Szeremietiewa – jako projekt całkowicie nierealny. „Europa nagle zgłupiała. Nie może zrozumieć, że bez NATO, a zwłaszcza bez Stanów Zjednoczonych, nie jest w stanie zagwarantować sobie bezpieczeństwa” – mówi. I dodaje w ostrych słowach: „Dokumenty takie jak ten nadają się tylko do jednego – do powieszenia na gwoździu w rosyjskim wychodku”.
Dyskusja wokół „zielonej transformacji” w obronności wpisuje się w szerszy spór o kierunek polityki bezpieczeństwa Europy. Część ekspertów wskazuje, że modernizacja technologiczna armii – w tym ograniczanie zależności od paliw kopalnych – może mieć sens w długiej perspektywie. Jednak krytycy podkreślają, że priorytetem powinna pozostać skuteczność bojowa i gotowość do reagowania na realne zagrożenia, zwłaszcza w obliczu wojny na Ukrainie i rosnącej aktywności militarnej Rosji.
