„Są pomysły, jest porozumienie i wspólny kierunek” - takimi słowami Adam Bielan, zaufany prezesa, poinformował świat o zażegnaniu sporu w łonie największej partii opozycyjnej.
Więcej o „porozumieniu winogronowym” dowiedzieć się można było następnego dnia w trakcie konferencji prasowej z udziałem Morawieckiego i prezesa PiS. Negocjacje miały trwać sześć godzin i zakończyć się zaakceptowaniem przez Kaczyńskiego działania stowarzyszenia „Rozwój Plus”. Ze swej strony Morawiecki zadeklarował, że będzie działał na rzecz integralności partii i że będzie przyczyniać się wraz ze swoimi zwolennikami do zwiększania jej siły, a nie jej fragmentaryzacji. Stowarzyszenie byłego premiera może zostać, ale musi działać w ramach partyjnej Rady Ekspertów, która wkrótce się uformuje.
„Zgodnie z oświadczeniem p. premiera Jarosława Kaczyńskiego działalność stowarzyszenia Rozwój Plus i wszelka aktywność jego członków będzie koncentrowała się na inicjatywach w ramach Rady Eksperckiej, w strukturze partii, a nie obok. Parlamentarzyści dotychczas tworzący stowarzyszenie automatycznie staną się członkami Rady Eksperckiej” – ogłosił rzecznik PiS Rafał Bochenek.
Jak ocenić ten zwrot w wydarzeniach? Oczywiście każda ze stron tego konfliktu postrzega inaczej swoją sytuację. Ludzie Morawieckiego przed uzyskaniem kompromisu znajdowali się w roli grupy wypychanej z partii. Tak zwani „harcerze”, czyli zwolennicy byłego premiera obawiali się, że zostaną wycięci przy rozdziale miejsc biorących na przyszłych listach wyborczych PiS w wyborach do Sejmu w 2027 roku. Z kolei dla tzw. zakonu PC i „ziobrystów” Morawiecki to polityk, który za pomocą faktów dokonanych wywalcza sobie specjalną pozycję w partii i na dodatek cały czas bierze pod uwagę wyjście z PiS na czele sporej grupy posłów. Kaczyński postanowił, że bardziej opłaca mu się zatrzymać Morawieckiego i jego „harcerzy” przy sobie. Dla lidera PiS istnienie wielkiej, jednej i zjednoczonej partii to wciąż wartość nadrzędna.
Ale ta ugoda ma też swoją cenę. Politycy, którzy zachowują wobec Morawieckiego dystans znów stają w sytuacji, w której to prezes podejmuje decyzje samodzielnie i nawet nie udaje, że konsultuje się w tej mierze z innymi frakcjami w partii. Zawarcie umowy po wielogodzinnych negocjacjach w trójkącie Kaczyński – Morawiecki – Bielan w oczywisty sposób upokarza Przemysława Czarnka, oficjalnego kandydata na premiera PiS. Kaczyński znów uznaje, że tylko on może decydować o wszystkim, a cała reszta partii musi się do tego pokornie dostosować. Owszem, ratuje jedność partii, ale wzmacnia obawy, że Morawiecki to polityk, który z nadania prezesa zyskuje specjalny status.
Teraz zobaczymy, jak Morawiecki zachowywać się będzie w tej nowej epoce. Będzie też okazja sprawdzić, czy były premier kontynuować będzie gesty wobec PSL i Polski 2050 jako potencjalnych koalicjantów. PiS staje wobec kolejnej szansy na zakończenie wewnętrznych walk.
Ale każdy, kto pamięta stopień wrogości pomiędzy rozmaitymi frakcjami w tym ugrupowaniu, uwierzy w trwałe obniżenie napięcia dopiero, gdy zobaczy umiejętność współdziałania między sobą tych, którzy jeszcze parę dni temu obsypywali się złośliwościami i insynuacjami. A wszystkiemu temu przypatrywać się będą zwykli wyborcy PiS, których przeraża lub wręcz odpycha skala ambicji i kłótliwości głównych protagonistów tego widowiska.
