W sobotę straż pożarna wyłamała drzwi w rodzinnym mieszkaniu prezydenta Karola Nawrockiego. Siłowe wejście do mieszkania, którego współwłaścicielem jest najważniejsza osoba w państwie było następstwem fałszywych zgłoszeń, wedle których w mieszkaniu wybuchł pożar, a w środku znajdują się dzieci w stanie zagrażającym ich życiu. To tylko jedna z kilkunastu interwencji, realizowanych po fałszywych alarmach, które wcześniej paraliżowały pracę nieprzychylnych obozowi władzy mediów.

O sprawie mówił dziś na antenie Radia ZET szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

- „To mieszkanie, o którym rozmawiamy, według mojej wiedzy, którą posiadam, ten adres był znany policji. Rozumiem, że nawet jeżeli nie było w sensie formalnym objęte ochroną, to ten obiekt winien był być monitorowany. A w sytuacji, w której jesteśmy w tej chwili, to nie dość, że powinien być objęty pełnym monitoringiem przez Służbę Ochrony Państwa, to teraz się rodzi pytanie, czy nie powinien też być objęty ochroną kontrwywiadowczą. W takiej sytuacji, do której doszło, to rzeczywiście powinny się tym zainteresować też i służby kontrwywiadowcze”

- powiedział.

Minister Grodecki podkreślił, że „na razie prezydent domaga się pełnego i możliwie szybkiego wyjaśnienia zdarzenia” i takie stanowisko głowy państwa przekazano w czasie spotkania w MSWiA.

- „Jeśli chodzi o protokoły, które wdrożyły służby, rozumiem, że działały profesjonalnie, zgodnie z prawem. Natomiast kompromitacją i bulwersującym zachowaniem jest to, że w ogóle do takiej sytuacji doszło”

- zaznaczył.

Przypomniał, że już wcześniej skierował do szefa MSWiA pytania związane z serią fałszywych alarmów.

- „Minęło już wystarczająco dużo czasu, żeby odpowiedź z MSWiA otrzymać. Takiej odpowiedzi jeszcze nie otrzymałem”

- zdradził.