- „Trzy rosyjskie rakiety uderzyły w instalację wodociągową, spaliły targowisko, uszkodziły dziesiątki budynków mieszkalnych i kilka zwykłych szkół. (Przywódca Rosji Władimir Putin - przyp. RMF FM) wystrzelił swój Oriesznik w kierunku Białej Cerkwi (miasta w obwodzie kijowskim)”

- napisał Wołodymyr Zełenski na Telegramie.

W nocnych atakach Rosji na ukraińskie miasta zginęły co najmniej cztery osoby, a 83 zostały ranne. Rosjanie użyli łącznie 600 dronów i 90 rakiet. Ukraińskiej obronie udało się zestrzelić 604 cele.

Atak miał być odwetem za atak dronów na akademik w Starobielsku. Kijów stanowczo odpiera zarzuty Rosjan podkreślając, że celem ataku był rosyjski oddział dowodzenia dronami.

- „Atak był starannie zaplanowany z próbą zduszenia obrony przeciwlotniczej - warto zauważyć że ani Cyrkony ani Kindżały nie zostały strącone - prawdopodobnie z braku efektorów PAC-3MSE które wcześniej użyto na Iskandery-M. Ilość strąconych dornów oraz rakiet manewrujących jest mniej więcej zbieżna z typowymi wartościami dla ukraińskiej OPL z zeszłego roku za wyjątkiem mniejszej liczby przechwyconych rakiet cruise. Wynikać to może albo a braku efektorów albo z dobrze przeprowadzonego ataku z częściowym zduszeniem OPL za pomocą Gerani w wersji SEAD oraz polowaniem na pracujące radary baterii”

- komentuje Jarosław Wolski.

- „Filmy z aglomeracji kijowskiej pokazują faktycznie kilkanaście punktów upadku pocisków. Pomijając jeden trafiony akademik (ewidentnie celowa odpowiedź za trafienie akademika w Rosji kilka dni temu) celem ataków były obiekty powiązane z przemysłem lub zbrojeniami. Oresznik celował w coś w Białej Cerkwi pod Kijowem i jak zwykle efekt użycia tej broni jest czysto propagandowy z racji mało użytecznego ładunku bojowego”

- dodaje.