Decyzja platformy wywołała gwałtowną reakcję samej rozgłośni. Na facebookowym profilu Międzynarodowego Radia Białoruś opublikowano emocjonalne oświadczenie, w którym stwierdzono, że „zachodnie, patetyczne deklaracje o prawach człowieka właśnie ostatecznie rozbiły się o surową rzeczywistość”. Autorzy wpisu oskarżyli YouTube o cenzurę i napisali, że platforma „bezczelnie usunęła wszystkie treści”.

W komunikacie pojawiły się także oskarżenia wobec „brukselskich i waszyngtońskich elit”, które – zdaniem autorów – mają obawiać się „wolnego dostępu obywateli UE do alternatywnych informacji”. Rozgłośnia przekonywała, że „odbiorcy zostali brutalnie pozbawieni prawa do słuchania i czytania opinii innych niż te, które serwuje im oficjalna propaganda”.

Jeszcze ostrzejsze słowa padły pod adresem Zachodu w dalszej części wpisu. „Pokazaliście całemu światu swoją totalitarną twarz. Wasz medialny faszyzm nie uciszy jednak wolnego głosu i naturalnego dążenia ludzi do prawdy!” – napisano.

Do sprawy odniósł się również łukaszenkowski deputowany Aleh Hajdukiewicz z Liberalno-Demokratycznej Partii Białorusi. Polityk przekonywał, że radio dawało przestrzeń osobom „uciekającym z UE z powodu prześladowań politycznych”. „Mówią o represjach w krajach zachodnich, o tym, jak byli zwalniani z pracy z powodów politycznych i jak ich ścigano. Na Zachodzie nie ma prawdy. Jest ostra propaganda, cenzura” – stwierdził.

Polskojęzyczna sekcja Międzynarodowego Radia Białoruś została uruchomiona przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2023 roku. Jak wcześniej informowały media, szef działu nadawania na zagranicę Waler Raducki otwarcie przyznawał, że projekt miał wymiar polityczny i był związany z sytuacją wyborczą w Polsce.

W programach emitowanych przez radio występowali m.in. Tomasz Szmydt, Daniel Mikusek, Paweł Jański oraz Davide Carbonaro. Audycje publikowano zarówno w streamingu internetowym, jak i na platformach społecznościowych. Wśród formatów znajdowały się m.in. „Rozmowy ze Szmydtem”, „Pod słowiańskim słońcem” czy „Na fali wydarzeń”.

W audycjach pojawiali się także goście z Polski, w tym osoby znane z działalności politycznej lub publicystycznej, co miało uwiarygadniać rzekomo polski przekaz stacji. Materiały publikowane przez radio osiągały jednak umiarkowane zasięgi, a większość filmów oglądało najwyżej kilka tysięcy użytkowników.

Poniżej pokaz siermiężnej propagandy Łukaszenki i jego reżimu.