Jednym z głównych celów ataku była Moskiewska Rafineria Ropy Naftowej na południowym wschodzie stolicy Rosji. Mer Moskwy Siergiej Sobianin przyznał, że rannych zostało 12 osób znajdujących się w pobliżu zakładu. Rosyjskie służby informowały również o trafieniach w budynki mieszkalne w Zielonogradzie oraz na południowym wschodzie miasta.
Drony uderzały także w obwód moskiewski. Według gubernatora Andrieja Worobiowa zginęły trzy osoby. „Dwie z nich zginęły w miejscowości Pogoriełki pod Mytiszcziami, a jedna kobieta w dzielnicy Starbiejewo w Chimkach” – przekazały rosyjskie władze. W kilku miejscach uszkodzone zostały domy prywatne i samochody.
Portal Astra podał, że po jednym z uderzeń wybuchł pożar w Sołniecznogorskiej Stacji Przeładunku Ropy Naftowej, będącej częścią rosyjskiej infrastruktury przesyłu surowców. Szczątki jednego z dronów miały spaść również w rejonie lotniska Szeremietiewo.
Rosyjskie media i eksperci nie ukrywają, że skala ataku była wyjątkowa. Rosyjskojęzyczny portal TVP Vot Tak ocenił, że mógł to być największy atak dronowy na Moskwę od początku wojny. Wcześniej, na początku maja, rosyjska obrona informowała o zestrzeleniu 117 bezzałogowców lecących na stolicę.
Izraelski ekspert wojskowy Dawid Szarp zwrócił uwagę, że Ukraina od dawna posiada techniczne możliwości atakowania rosyjskiej stolicy. „Jeśli chodzi o zasięg, nie mają najmniejszych problemów, by dotrzeć do Moskwy. Atakują cele położone trzy razy dalej od frontu niż Moskwa” – podkreślił. Ekspert zaznaczył również, że rosyjski system obrony powietrznej „nie jest szczelny”, mimo jego intensywnej rozbudowy wokół stolicy.
Ukraiński kontratak nastąpił kilka dni po zmasowanych rosyjskich uderzeniach na Ukrainę, w których – według władz w Kijowie – zginęły dziesiątki osób, w tym dzieci. Prezydent Wołodymyr Zełenski wcześniej zapowiadał, że „presja na Moskwę musi być taka, aby tam odczuwali konsekwencje swojego terroru”.
