Komentując wydarzenia związane z manifestacją upamiętniającą polskie ofiary II wojny światowej, Małachowski zwrócił uwagę na problem podwójnych standardów oraz stereotypów, które – czytamy – wciąż funkcjonują w niemieckiej debacie publicznej.

– „Publicznie wszyscy, zapewne łącznie z policją, wierzą, że Polacy to prawicowi ekstremiści i dlatego wszystko wolno” – napisał.

Autor przekonuje, że niemieckie elity polityczne i medialne przez lata wypracowały mechanizmy pozwalające oddzielać oficjalny przekaz od rzeczywistych emocji społecznych. Jak pisze, wydarzenia w Berlinie pokazały jednak, że w sytuacjach kryzysowych te ukrywane wcześniej postawy wychodzą na powierzchnię.

W swoim komentarzu Małachowski wskazuje, że niemiecka policja mogła nie docenić skutków wizerunkowych całego zajścia. Według niego użycie siły wobec uczestników polskiej manifestacji może okazać się szczególnie trudne (o ile w ogóle możliwe) do obrony także na forum międzynarodowym.

– „Lanie Polaków przez niemiecką policję pod głazem polskich ofiar państwa niemieckiego fatalnie wypadnie w europejskich serwisach prasowych” – ocenił.

Sprawa wywołała szeroką debatę również w Polsce. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że niezależnie od formalnych kwestii związanych z organizacją zgromadzenia, skala użytych środków przymusu powinna zostać dokładnie wyjaśniona. W mediach społecznościowych publikowane są nagrania pokazujące momenty interwencji, które stały się przedmiotem licznych analiz i komentarzy.

W szerszym kontekście wydarzenia wpisują się w trwającą od lat dyskusję o stanie relacji polsko-niemieckich, polityce historycznej oraz sposobie upamiętniania ofiar II wojny światowej. Historycy przypominają, że kwestie pamięci o niemieckich zbrodniach wojennych pozostają jednym z najbardziej wrażliwych tematów w relacjach obu państw. A teraz jeszcze dochodzi typowa niemiecka brutalność – można by nawet powiedzieć, że wzorowana na III Rzeszy.

W ostatnich latach wielokrotnie pojawiały się również spory dotyczące reparacji wojennych, budowy pomnika polskich ofiar w Berlinie czy oceny niemieckiej polityki wobec Europy Środkowo-Wschodniej. Zdaniem części ekspertów każde podobne wydarzenie automatycznie uruchamia głęboko zakorzenione emocje historyczne.

Małachowski w swoim wpisie poszedł jednak dalej, wskazując na problem, który – jego zdaniem – nie został w Niemczech do końca przezwyciężony.

– „Niemcy mają słaby punkt. Tradycyjnie już nie panują nad własną pogardą, własnym zdumiewającym poczuciem wyższości” – napisał.

Autor ocenił, że właśnie ta postawa może okazać się największym problemem dla wizerunku Niemiec po wydarzeniach w Berlinie. Według niego reakcja opinii publicznej pokazała, że wielu Polaków odebrało działania niemieckich służb nie tylko jako incydent policyjny, ale również jako symbol szerszego problemu w relacjach między oboma narodami.

Warto przy tej okazji przypomnieć słowa prof. Andrzeja Nowaka na temat mentalności Niemców:

„Pycha jest jednak głęboko zakorzeniona w kulturze niemieckiej, w ich postrzeganiu sąsiadów, zwłaszcza wschodnich, ale też południowych, np. Włochów czy Greków”.

Być może będzie też tak, że jak kiedyś musieliśmy walczyć z okupacją sowiecką po II wojnie światowej, tak teraz przyjdzie nam bronić wolności i niezależności przez zapędami do powstawania IV rzeszy niemieckiej.

Zenon Witkowski