Wczoraj rano doszło do strzelaniny w Białej Podlaskiej, w wyniku której zginął rosyjski artysta i znany krytyk Putina, posługujący się pseudonimem Simon Skrepecki. Choć ostatecznie ustalą to dopiero śledczy, wygląda na to, że na ulicy polskiego miasta doszło w biały dzień do zaplanowanej egzekucji rosyjskiego dysydenta. Z przekazanych przez prokuraturę informacji wynika, że przed godz. 10 do artysty na parkingu przy ul. Królowej Jadwigi podszedł mężczyzna i oddał trzy strzały. Kiedy Skrepecki upadł, napastnik podszedł bliżej i oddał dwa kolejne strzały, upewniając się, że ofiara nie żyje.
- „Wnioski nasuwają się same, ale ja jestem zobligowany do opierania się na faktach, a nie na domysłach”
- mówił w czasie wczorajszej konferencji prasowej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie prok. Marcin Kozak.
W rozmowie z rosyjskojęzycznym portalem TVP Vot Tak znajomy artysty, Białorusin Uładzisłau Bochan przekazał, że Skriepiecki zaczął otrzymywać szczególnie intensywne groźby, kiedy w jego twórczości pojawił się temat Czeczeni i Kadyrowa. Jeszcze kilka godzin przed śmiercią informował o nich na swoim kanale w Telegramie.
- „Groźby stały się częścią codzienności. Kiedy liczy się je już w tysiącach, przestają być odbierane jako coś realnego. Rodzi się też pytanie, dlaczego celem stał się zwykły artysta, który poza satyrą i wyśmiewaniem niczego nikomu nie zagrażał”
- zauważył Bochan.
Skriepiecki miał podchodzić do tych gróźb z ironią, ponieważ nie uważał się za kogoś szczególnie wpływowego.
