Doradcy prezydenccy twierdzą, że rozmowy były dwie i że padły w trakcie nich jakieś ważne deklaracje. „Gazeta Wyborcza” wyzłośliwia się, że nie ma żadnych zdjęć z przełomowej rozmowy obu prezydentów, a to, co uchwyciły kamery w trakcie gali, to raptem minuta i 16 sekund rozmowy. Złośliwości nie muszą być decydujące. Na tę część bankietu, na którym Trump świętował 80. urodziny, nie wpuszczono fotoreporterów i kamerzystów, więc nie jesteśmy w stanie zweryfikować twierdzeń współpracowników Nawrockiego, że taka rozmowa była.

– Ten bankiet był przyczynkiem, żeby móc długo i szeroko rozmawiać o tematach ważnych dla Polaków. Głównym rozmówcą był prezydent Stanów Zjednoczonych. Jedną rozmowę krótką widzieliście państwo przed jedną z walk, (...) ale wcześniej odbywała się inna rozmowa w samym budynku – przekazał prezydencki urzędnik Marcin Przydacz.

Szef Biura Polityki Międzynarodowej wskazuje, że spotkania odbywały się zarówno podczas oficjalnych punktów programu, jak i w trakcie zamkniętych części wydarzenia. W ich trakcie miały być poruszane kwestie kluczowe dla współpracy między Warszawą a Waszyngtonem.

Według deklaracji ministra Marcina Przydacza prezydent Nawrocki rozmawiał także z sekretarzem energii Chrisem Wrightem oraz wiceprezydentem USA J.D. Vance’em, a także Jaredem Kushnerem – człowiekiem do zadań specjalnych Trumpa.

Sądząc po tym, że rząd zgodził się na spotkanie prezydenta z ministrem obrony Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, nasza głowa państwa przywiozła z Ameryki jakieś istotne sygnały na temat stałej obecności amerykańskiej na terenie Polski. To, że rząd gotowy jest na szybkie wybudowanie infrastruktury dla stałej bazy US Army, też jest sygnałem, że coś drgnęło w tej sprawie.

Jeśliby te informacje sprawdziły się, oznaczałoby to szansę na trwałe pogrzebanie niejawnej umowy na linii NATO – Rosja, ulegającej żądaniom Kremla, aby na terenie nowych państw natowskich nie było stałych baz wojsk „starych” państw Paktu Północnoatlantyckiego. Mimo że wydawałoby się, iż agresja Rosji na Ukrainę powinna unieważnić tamten zapis, to jednocześnie przez cały ten okres ostatnich czterech lat stała baza nie powstała. To efekt działań frakcji w Waszyngtonie, która ma wprost obsesję na punkcie liczenia się z życzeniami Kremla. Jedyną siłą, która może to unieważnić, jest osobista sprawczość i decyzja Donalda Trumpa, która może zachęcić go do stworzenia stałej bazy armii amerykańskiej na terenie naszego kraju. Jeżeli obecnego gospodarza Białego Domu mogą do tego skłonić kurtuazyjne gesty ze strony Nawrockiego, to niechby jeździł do Ameryki sto razy, a dopiął swego. Bo każdy kraj, na terenie którego stacjonują Amerykanie, zyskuje bezcenną w dzisiejszych czasach zwiększoną wartość bezpieczeństwa.

Aż prosiłoby się, aby do 4 lipca – 250. rocznicy ogłoszenia Deklaracji Niepodległości USA – Ameryka w podzięce za pomoc Tadeusza Kościuszki i Kazimierza Pułaskiego odwdzięczyła się decyzją o powstaniu Fortu Trump na naszej ziemi. Tak szybko pewnie decyzje nie zapadną, ale trzeba chuchać i dmuchać, aby dobra wola Trumpa przełożyła się jak najszybciej na konkrety. Obecność Amerykanów to nie jest 100-procentowa gwarancja bezpieczeństwa, ale przy skali nieprzewidywalności obecnej polityki na świecie byłoby to znaczne zwiększenie przewidywalności na terenie naszego kraju. I dlatego Karolowi Nawrockiemu trzeba kibicować. Złośliwości zostawmy najbardziej zajadłym komentatorom „Gazety Wyborczej”.

Na szczęście ich nienawistna obsesja na tle Karola Nawrockiego nie ma żadnego przełożenia na decyzje Donalda Trumpa czy szerzej – Waszyngtonu.

Piotr Semka